Wpisz hasło dostępu, aby otworzyć platformę kursową:
OTWÓRZ MODUŁ 1
Być może całe życie słyszałaś od innych lub sama uważałaś się za silną kobietę.
Zanim zaczniemy coś zmieniać, zatrzymamy się, żeby się sobie poprzyglądać z różnych stron. Jeszcze lepiej poznać samą siebie i swoją siłę.
W tym module sprawdzimy, co tak naprawdę kryje się pod tym słowem silna i czy ta siła zawsze Ci służy. Zaczniemy od prawdy, nie od zmiany.
Zanim dojdziesz do swojej mocy na koniec tego kursu chcę żebyś zobaczyła swoją siłę bez żadnych filtrów – czyli nie taką z obrazka, książki lub z filmików rozwojowych na facebooku. Chcę, żeby w trakcie tej części kursu zobaczyła siebie tą prawdziwą — zbudowaną z doświadczeń, decyzji i przetrwania. Ten moduł jest o poznaniu siebie bez osądu.
Przez wiele lat mojego życia i pracy – odpowiedź na to pytanie była wręcz banalna. Osobiście uważałam, że „bycie tą, która daje radę” to moja wielka zaleta i po prostu moja cecha charakteru, z której byłam dumna.
Jednak kilkanaście lat temu okazało się, że to była tylko strategia przetrwania, która kiedyś była mi potrzebna — i została ze mną za długo.
Dzielę się teraz Tobą moimi okryciami dotyczącymi potencjalnych źródeł pochodzenia tej siły w Tobie, która zawsze wszystko ogarnia. Sprawdź teraz proszę, które z tych możliwości są Twoją osobistą przyczyną Twojej siły, która zaczyna Cię za dużo kosztować… bo tak przypuszczam skoro właśnie to czytasz – to znaczy, że już się zorientowałaś – tak jak ja kiedyś, że to nie zaleta i nie zwykła cecha charakteru, tylko coś co zaczyna uwierać, przeszkadzać, ciążyć.
Ad. 1 Wczesne doświadczenia z dzieciństwa: „na mnie można liczyć”. Wiele silnych kobiet bardzo wcześnie nauczyło się, że:
I kiedy słyszałaś takie słowa nagle zaczynałaś
Robiłaś tak nie dlatego, że chciałaś tego, tylko dlatego, że rodzina bez ciebie nie mogła prawidłowo funkcjonować - system bez Ciebie się nie domykał.
Właśnie wtedy Dziecko przestaje być dzieckiem. Zamiast: spontaniczności, beztroski, „nie wiem” - pojawia się: czujność, odpowiedzialność, napięcie, myślenie „co trzeba zrobić” Taki stan ma nawet swoją nazwę… i nazywa się emocjonalnym parentyfikowaniem (dziecko przejmuje rolę dorosłego).
Niestety Ty jako mała dziewczynka nie nazywałaś tego w ten sposób, bo nawet nie mogłaś być tego świadoma, Ty wtedy po prostu miałaś jedną prostą myśl: „Ktoś musi”, „jak nie ja to kto?”. To była Twoja krótkoterminowo strategia przetrwania i dawała Ci wtedy:
Niestety ten schemat z dzieciństwa pozostał wdrukowany do Twojej podświadomości i codziennie daje Ci znać o tym, że tam jest. Dzisiaj już jako dorosła kobieta często jedziesz na tym autopilocie i dlatego jesteś dzisiaj silną kobietą, która:
Kiedy dorosłość przyszła za wcześnie, siła stała się koniecznością, nie wyborem.
Nikt Cię o to nie prosił wprost, ale Ty oczami tej małej dziewczynki widziałaś i czułaś, że: „Jeśli ja się ogarnę, to komuś będzie lżej.”
Nie wiedziałeś wtedy to nie była Twoja odpowiedzialność ty wtedy myślałaś „Ktoś musi być silny”, „jeśli ja się rozsypię, wszystko się posypie”, „nie mogę dokładać problemów” i w Twojej psychice zapisał się kolejny program, następne silne przekonanie: „Ja dam radę, bo ktoś inny nie daje.” Ten program został zapewne jeszcze wzmocniony systemem nagród… bo za to, że dawałaś radę dostawałaś:
To jeszcze bardziej wzmacniało Twój wzorzec: „Moja siła ratuje sytuację.” I tak dzięki temu w dorosłym życiu stałaś się super bohaterką, bo ta sama dziewczynka, dzisiaj:
I mówi nie z wyższości tylko z lojalności: „No bo jak ja tego nie zrobię, to kto?”
Nie byłaś silna z wyboru. Byłaś silna, bo ktoś inny nie mógł.
Niby nikt nie krzyczał, nikt nie był zły, ale dla ciebie działo się coś bardzo ważnego i potrzebowałaś wsparcia, przytulenia, zauważenia…a zamiast tego odebrałaś sygnał, że jesteś nieważna, twoje emocje i problemy są niewygodne, nie ma na nie miejsca.
Tego typu doświadczenia z dzieciństwa podświadomie nauczyły cię wyczuwać nastroje innych, ogarniać się, być „dzielną”. Efektem takich doświadczeń była twoja adaptacja. Następnym razem, kiedy przydarzył Ci się taki smutny dzień w szkole wróciłaś do domu i już nie powiedziałaś, że jest Ci smutno, zamiast tego uśmiechnęłaś się i poszłaś do pokoju poradzić sobie ze swoim smutkiem sama. I takie działanie spowodowało, że tym razem dostałaś za to zachowanie „nagrodę” w postaci słów mamy lub taty: „Ale Ty jesteś dzielna!” I tak powstała kolejna strategia przetrawiania – kolejny użyteczny nawyk i schemat, że „bycie dzielną” i radzenie sobie samej - przywraca spokój w domu, nie obciąża innych, daje poczucie, że masz kontrolę. 30 lat później ten schemat, to przekonanie wraca do Ciebie jak bumerang, bo ta sama dziewczynka – teraz już dorosła kobieta, kiedy widzi, że:
I ta kobieta mówi: „Ja sobie poradzę.” Nie dlatego, że tak chce, tylko dlatego, że nauczyła się, że w ten sposób jest bezpieczna i „dostanie może nawet jakąś nagrodę”
Kiedy Twoje emocje nie miały przestrzeni, nauczyłaś się być tą, która nie potrzebuje.
U wielu kobiet uznanie przychodziło za coś, nie ot tak po prostu. Dziewczynki i później młode kobiety były zazwyczaj chwalone za:
Rzadziej lub w ogóle nikt nie zachwycał się tym, że:
To warunkowe uznanie i miłość w głowie zapisało się jako prosty algorytm: „Jestem wartościowa, kiedy daję radę.”
Czy kiedyś zastanawiałaś się jak do tego doszło, że w Polsce jest aż tyle silnych, samodzielnych niezależnych kobiet?
Jeśli jesteś silna, to bardzo możliwe, że nie nauczyłaś się tego sama.
Twoja siła nie wzięła się tylko z charakteru, ambicji czy doświadczeń zawodowych.
Ona przyszła do Ciebie z bardzo daleka, bo z historii kobiet z Twojego rodu.
Przez dziesiątki, a właściwie setki lat w Polsce kobiety żyły w świecie, w którym nie miały żadnego wyboru. Musiały po prostu nauczyć się być silne.
One nie miały wyboru, bo:
więc one zostawały z dziećmi, z domem, z odpowiedzialnością. Nie dlatego, że były „takie dzielne”, tylko dlatego, że ktoś musiał.
Twoje prababki, babki, matki:
Siła była wtedy warunkiem przetrwania, nie wyborem. Nie było wtedy przestrzeni na pytania: „A co ja czuję?”, „A czego ja potrzebuję?” Zamiast pytań była presja: „Trzeba.”, „Damy radę.”, „Jakoś to będzie.”
Niestety to wcale się nie skończyło razem z ostatnią wojną.
Ten sposób bycia:
Dziewczynki uczyły się, że:
A potem dorastały — i uczyły tego samego swoje córki. Robiły to bynajmniej nie ze złej woli, ale z miłości, z troski, z przekonania, że tak jest bezpieczniej.
Dlatego dziś tak wiele kobiet:
a prawda jest dużo głębsza. Prawda jest tak, że Twoja siła to dziedzictwo! To nie wada, nie błąd, nie coś, co trzeba zniszczyć, to fakt, że to co kiedyś było konieczne, nie znaczy, że dziś musi ranić.
Możesz uhonorować siłę twoich przodkiń - nie powtarzając ich poświęcenia.
Możesz do nich w myślach lub na głos powiedzieć: „Dziękuję Wam. Teraz już nie muszę żyć w trybie przetrwania. Jestem silna, bo Wy moje przodkinie nie miałyście wyboru. Ja dziś mam.
Dla wielu kobiet „dawanie rady” nie jest ambicją jakby mogło się wydawać na pierwszy rzut oka. Jest sposobem, żeby poczuć się bezpiecznie.
Bo kiedy ogarniasz, przewidujesz, bierzesz na siebie więcej — w środku pojawia się ulga. Masz wrażenie, że trzymasz sprawy w swoich rękach, że nic Cię nie zaskoczy,
Że jeśli dopilnujesz wszystkiego, nie wydarzy się nic, co mogłoby Cię zranić.
Pod spodem tej ulgi bardzo sprytnie ukrywa się kolejne niewspierające przekonanie i strategia przetrwania:
„Jeśli ja się postaram, nikt się nie zawiedzie.”,
„Jeśli ja dopilnuję, nikt mnie nie odsunie.”
„Jeśli ja dam radę, nie zostanę sama.”
Ta niby Kontrola daje Ci więc chwilowe poczucie wpływu i złudzenie bezpieczeństwa.
Ale cena, która za nią płacisz jest wysoka. Bo żeby wszystko trzymać w ryzach, ciało musi być w ciągłym napięciu. Czujne. Gotowe. Spięte. A napięcie z czasem przestaje być stanem alarmowym — staje się stanem codziennym. I właśnie tu jest haczyk.
Napięcie nie jest mocą. To tryb przetrwania.
Moc pojawia się wtedy, gdy nie musisz już wszystkiego kontrolować,
żeby mieć prawo być w relacji, być ważna, być wystarczająca.
Nie kontrolujesz dlatego, że jesteś silna. Kontrolujesz, bo boisz się stracić bezpieczeństwo.
Wiele silnych kobiet od bardzo dawna niesie w sobie przekonanie, że ich potrzeby, emocje i zmęczenie są zbyt obciążające dla innych. Bycie „za dużo” kojarzy się z ryzykiem: odrzucenia, krytyki, bycia postrzeganą jako słaba lub trudna.
Silne kobiety boją się, że jeśli pokażą za dużo: smutku, złości, chaosu, wątpliwości, emocji, oczekiwań, wymagań to efektem tego będzie to, że ktoś się od nich odsunie, ktoś się na nie wkurzy, przestanie akceptować, albo w ostateczności odrzuci i usunie ze swojego życia.
Ten lęk bardzo rzadko jest bezpośredni i głośny. On działa cicho, tak jakby w tle i objawia się w zdaniach / myślach typu:
„Nie będę marudzić.”
„Inni mają gorzej.”
„Nie chcę robić problemu.”
Dlatego większość silnych kobiet:
Dzieję się tak, bo gdzieś głęboko w naszej podświadomości tkwi od dawien dawna przekonanie: Jeśli pokażę, ile naprawdę potrzebuję, mogę stracić miejsce w relacji.
To przekonanie sprawie, że w ciągu swojego życia uczysz się być:
Na pozór niby nic złego w tym nie ma – jednak ta strategia – jak każda strategia przetrwania, o której w tym kursie była lub będzie mowa - ma swoją cenę.
Kiedy długo nie robisz dla siebie miejsca - Twoje emocje i potrzeby nie znikają. One przenoszą się do ciała. Pojawia się napięcie, zmęczenie, ciężar, dolegliwości, choroby.
Nie życzę ci tego, ale jeśli kiedyś już doprowadziłaś się do tego stanu lub zmierzasz w tym kierunku to pamiętaj to nie jest brak siły! To jest sygnał, że zbyt długo byłaś mniejsza, niż jesteś. W kolejnych lekcjach otrzymasz konkretne sposoby jak wykorzystywać swoje ciało jako system wczesnego ostrzegania i nie dopuszczać do wyczerpania twoich zasobów.
Dla silnej kobiety „dawanie rady” z czasem przestaje być tylko jej sposobem działania. Zaczyna być odpowiedzią na pytanie: kim jestem?
Silna kobieta często zna siebie przez funkcję, jaką pełni, czyli:
Bycie potrzebną daje poczucie sensu i miejsca. Bycie niezawodną sprawia, że rośnie poczucie własnej wartości. I tu pojawia się ryzyko, że poczucie wartości kobiety zaczyna zależeć od jej wydolności i wytrzymałości.
Silna kobieta w swojej podświadomości ma ukryte schematy myślowe:
Jeśli kobieta opiera swoją siłę na takich właśnie schematach to jest wielce prawdopodobne, że wcześniej czy później może pojawić się cichy lęk: „To kim będę, jeśli przestanę?” … Przecież inni są przyzwyczajeni do mnie takiej, ja sama się do tego przyzwyczaiłam, co będę robiła, jak przestanę to wszystko robić?
Wtedy:
Wejście w ten schemat najczęściej powoduje, że silna kobieta trwa w tej roli, nawet gdy ciało już nie ma siły. Nie dlatego, że tego chce i to lubi, tylko dlatego, że nie nauczyła się być ważna bez funkcji.
To, że nauczyłaś się dawać radę, uratowało Cię kiedyś. Nie oznacza to jednak, że ma Cię prowadzić dalej.
Nie chodzi o to, żeby:
Chodzi o to, żeby:
PODSUMOWANIE CAŁEGO MODUŁU:
Nie chodzi o to, żeby przestać być silną. Chodzi o to, żeby przestać być dla siebie PRZE-mocą.
Jeśli dotarłaś do tego momentu kursu to na pewno już ROZUMIESZ, dlaczego tak masz”, jakie są źródła Twojej siły. W module 7 „Siła vs Moc – fundamentalne rozróżnienie” tego kursu będziesz mogła już widzieć cały obrazek, który pozwoli ci podjąć świadomą decyzję o tym, czy dalej chcesz być silna, czy może jesteś już gotowa być Kobietą w Mocy, czyli dalej sprawczą, pomocną, ogarniającą, ale bez poświęcania samej siebie.
Teraz jednak przychodzi czas, żeby znaleźć odpowiedź na pytanie przed czym ta siła Cię chroniła. Bo ona nie wzięła się ot tak sama z siebie tylko była odpowiedzią na coś co kiedyś zabolało i zraniło. Siła niesie w sobie zawsze historię ochrony, dlatego w kolejnym module zobaczymy jaka jest twoja osobista historia ochrony, która pomogła Ci przetrwać. Dowiesz się jak i gdzie to w Tobie żyje oraz jaki oręż (maski, zbroje) sobie zafundowałaś, żeby przetrwać i żyć!
Gotowa, żeby zobaczyć kto i co Cię raniło i w jak mocno się uzbroiłaś, żeby się ochronić przed ponownym zranieniem?
________________________________________________
Gratulacje! Ukończyłaś Moduł 1.
Jesteś gotowa na Moduł 2: Rany, Maski i Zbroje.
OTWÓRZ MODUŁ 2
Z jakiego powodu i w co „uzbrajają się” silne kobiety (Wojowniczki), żeby przetrwać?
W tym module przyjrzymy się naszym strategiom przetrwania jakie wykształciłyśmy w czasie naszego życia. To ważne bo to one koniec końców są głównym budulcem naszej siły.
Strategie przetrwania to sposoby, których nauczyłyśmy się, żeby poradzić sobie z bólem, brakiem bezpieczeństwa albo nadmiarem odpowiedzialności. To są nasze sposoby, które kiedyś pozwoliły nam poradzić sobie z trudną rzeczywistością. To nie są nasze wady ani błędy w charakterze. To są inteligentne mechanizmy, które kiedyś nas uratowały. One się w nas wykształcają, kiedy jako dziewczynka doświadczamy:
Wtedy nasz system nerwowy szuka rozwiązania. Nie możemy zmienić sytuacji, więc zmieniamy siebie. To właśnie wtedy rodzi się decyzja, często nieświadoma:
To są właśnie strategie przetrwania. Niestety są one tak mocno zakodowane w naszej podświadomości, że często nazywamy je swoją „cechą charakteru” i że „takie po prostu jesteśmy”. Przez to, że uważamy, że to nasze naturalne cechy charakteru istnieje duże prawdopodobieństwo, że nadal używamy tych strategii w sytuacjach, w których już nie są potrzebne i wtedy zaczynają Cię kosztować. Ale o tym będzie mowa w kolejnych lekcjach.
I tak było dokładnie ze mną. Jako mała dziewczynka wychowywałam się bez taty. Moja mama była nieobecna, bo pracowała, żeby nas utrzymać - więc była dla mnie bardzo surowa i wymagająca. Już jako 6-7 latka musiałam przygotowywać jej kanapki do pracy, sprzątać, robić zakupy. Robiłam to oprócz zwykłych obowiązków małej dziewczynki - szkoła, dobre oceny, bycie miłą, grzeczną i uczynną. Jak czegoś nie dowiozłam... to była kara. Pamiętam, że najgorszą karą było dla mnie to jak mama do mnie się nie odzywała. Tak mnie karała, jak coś zrobiłam poniżej jej oczekiwań lub nie daj boże, w ogóle czegoś nie zrobiłam. To milczenie i traktowanie mnie jak powietrze powodowało, że czułam złość, żal, smutek, niesprawiedliwość, ale jednocześnie czułam się winna i starałam się zrobić wszystkie inne rzeczy lepiej, szybciej, więcej.
Te doświadczenie wykształciły we mnie moje własne strategie przetrwania (muszę być samodzielna, odpowiedzialna, musze być posłuszna, jestem mniej ważna, musze pomagać… i pewnie jeszcze kilka innych przekonań).
Dzięki temu wyrosłam na samodzielną, niezależną, mądrą kobietę. Zostałam panią dyrektor, potem panią prezes w wielu poważnych firmach. Mam rodzinę, dom, ogród, pieniądze, zwiedziłam świat...po prostu żyć nie umierać!
Osiągnęłam to wszystko dzięki tym moim mechanizmom przetrwania z dzieciństwa. Zbudowałam swój sukces na ciągłym przepraszaniu za wszystko, na strachu, że ktoś nie będzie mnie akceptował, lubił, że nie będzie się do mnie odzywał, że muszę wszystko zrobić perfekcyjnie, bo profesjonalnie to za mało i mogę dostać karę, że musze być miła, grzeczna i uczynna, że moje zdanie jest mniej ważne od innych - bo tylko dzięki takim zachowaniom przetrwam. Taki schemat został "wgrany" do mojego mózgu i tak sobie szłam przez życie.
Kto by pomyślał, że taka kobieta sukcesu jak ja - "wielka i odważna" pani dyrektor/ prezes cały czas działała w strachu, bała się, że inni sobie pomyślą, że jest głupia, bała się stawiać granice - bo przestaną ją lubić, nieustająco porównywała się z innymi - lepszymi od siebie i zawsze wypadała przeciętnie,
W sumie nie powinnam narzekać. I nie narzekam tylko stwierdzam, że mogłam to wszystko osiągnąć dużo mniejszym kosztem! Gdybym wcześniej wiedziała, że sukces i szczęście można zbudować na właściwym poczuciu własnej wartości, na odpowiedzialności, na proszeniu o pomoc, zamiast na strachu, nad odpowiedzialności i ciągłej krytyce samej siebie! Wtedy osiągnęłabym to samo lub może nawet więcej, ale nie zapłaciłabym aż tak wysokiej ceny.
Dlatego w tym module najbardziej zależy mi na tym, żebyś zobaczyła swoje strategie przetrwania i sprawdziła, które jeszcze Ci służą, a które stały się automatyczne - stosujesz je z przyzwyczajenia, mogłoby być Ci dużo lżej, gdybyś tylko zechciała.
Czytaj zatem zawartość tego modułu, sprawdzaj czy i gdzie masz jeszcze korzyść z twoich mechanizmów przetrwania i decyduj, które czas już zmienić.
Stałyśmy się silne nie tak zwyczajnie dlatego, że wyssałyśmy to z mlekiem matki. Siła kojarzy się z walką, a w czasie walki można doznać obrażeń – mniejszych lub większych ran lub jak wolisz - traum.
W psychologii, a dokładniej w nurtach zajmujących się rozwojem osobistym i pracą z wewnętrznym dzieckiem, najczęściej mówi się o 5 głównych ranach emocjonalnych (ranach duszy), które powstają w dzieciństwie.
Koncepcję tę spopularyzowała kanadyjska terapeutka Lise Bourbeau w swojej książce „Bądź sobą. Wylecz swoje 5 ran”.
Oto te 5 najważniejszych ran:
Rana Odrzucenia – w dorosłości może się objawiać jako:
Ta rana powstaje z powodu: emocjonalnej niedostępności rodzica/opiekuna, lub z powodu krytyki i porównywania Cię z innymi.
Wewnętrzne przekonania kobiety z taką raną to: „Coś jest ze mną nie tak.”, lub „Nie ma dla mnie miejsca”, albo „Jeśli pokażę prawdziwą siebie, zostanę odrzucona.”
Przykładem kobiety z raną odrzucenia jest, ta która odnosi sukcesy i pomimo tego ciągle czuje i ma obawę, że „zaraz ktoś ją zdemaskuje”, że wyjdzie na jaw, że wcale nie jest taka mądra, zdolna, kompetentna
Rana Porzucenia – w dorosłości może objawiać się jako:
Powstaje na skutek fizycznej lub emocjonalnej nieobecności rodzica lub brakiem stabilności (odejścia, rozwody, choroby, uzależnienia).
Wewnętrzne przekonanie kobiety, która doświadczyła tej rany brzmi: „Nie mogę liczyć na innych.” lub „Jestem z tym wszystkim sama”.
Przykładem kobiety z raną porzucenia jest kobieta, która myśli bądź mówi: „Wolę zrobić wszystko sama, niż ryzykować, że ktoś mnie zawiedzie.”
Rana Upokorzenia – w dorosłości objawia się jako:
Powstaje na skutek zawstydzenia (w tym być może nawet publicznego -np. w szkole, w domu), może też powstać, wskutek tego, że ktoś umniejszał Twoje emocje lub karał Cię za Twoją ekspresję.
Wewnętrzne przekonanie wynikające z tej rany to: „Lepiej się nie wychylać.” lub „Moje potrzeby są problemem”, albo „Muszę być lepsza, mocniejsza, bardziej kompetentna.”
Przykładem jest kobieta, która nigdy „Nie chcę robić problemu” – nawet gdy sama już ledwo stoi.
Rana Zdrady - w dorosłości objawia się jako:
Powstaje na skutek: niedotrzymanych lub złamanych obietnic, może być także efektem braku przewidywalności w twoim dzieciństwie lub kiedy rodzic/opiekun mówił jedno, a robił zupełnie coś innego.
Wewnętrzne przekonanie towarzyszące tej ranie to: „Nie mogę ufać” lub „Muszę polegać tylko na sobie.”
Przykład:
Kobieta, managerka, która nie potrafi odpuścić, bo „jak ja nie dopilnuję, to się rozsypie”.
Rana Niesprawiedliwości - w dorosłym życiu objawia się jako:
Powstaje na skutek: nadmiernych wymagań stawianych Tobie lub braku uznania dla Twojego wysiłku. Może być także skutkiem doświadczonego przez Ciebie chłodu emocjonalnego, sztywnych zasad.
Wewnętrzne przekonanie tej rany to: „Muszę być idealna, żeby być OK.” ; lub „Muszę zasłużyć”.
Przykładem kobiety z tą raną, może być kobieta, która nie potrafi się cieszyć sukcesem, bo „zawsze można było lepiej”.
Na koniec tego modułu będziesz mogła w zaciszu swojego pokoju – w bezpiecznej przestrzeni wykonać ćwiczenie, które pomoże Ci zobaczyć, która z Twoich ran jest najbardziej dotkliwa i wymaga troski w pierwszej kolejności.
Pewnie się domyślasz, że każda taka rana czy jak wolisz trauma z dzieciństwa nie znika sama… Te doświadczenia uczą nas budowania strategii obronnej, która sprawia, że na przestrzeni lat stajemy się Silnymi Kobietami, a czasami nawet Wojowniczkami. A takie kobiety do życia potrzebują „uzbrojenia” wiec latami budują swój własny oręż – czyli „maski” i wszelkiego rodzaju „zbroje”, które są im niezbędne do ochrony tego co w nich miękkie, wrażliwe i kruche. Przyjrzyjmy się zatem co składa się na ekwipunek silnej Kobiety.
Choć często używamy tych słów zamiennie, maska i zbroja pełnią zupełnie inne funkcje.
Maska – to jest to co pokazuję światu. Maska to mój zewnętrzny wizerunek, który przyjmuję w relacjach, żeby nie pokazać jaka naprawdę jestem.
Maska odpowiada na pytania: Jaką mnie zobaczą? Jak chcę się pokazać innym?
Zbroja natomiast to jest to co noszę w środku. Zbroja jest moim wewnętrznym mechanizmem ochronnym.
Zbroja odpowiada na pytanie: Jak mam się ochronić, żeby nie bolało? Co mam chronić, żeby nikt mnie nie zranił?
W praktyce łatwo poznasz co jest moją maską, a co zbroją?
Nasz ekwipunek jest widoczny w naszym ciele
Dlaczego silne kobiety często mylą jedno z drugim
Bo maski są chwalone:
Zbroje są niewidzialne. Ich koszt płaci ciało.
Podsumowując tą część o różnicach między maskami i zbrojami warto pamiętać, że:
Przyjrzyjmy się teraz nieco bliżej naszym maskom.
Maska – to jest to, co ja pokazuję światu. To obraz, który prezentuję na zewnątrz. To sposób, w jaki chcę być widziana. Maska mówi: „Taką mnie zobaczysz.”
Jeśli jesteś fanką astrologii to to jest trochę tak jak z Twoim znakiem zodiaku i ascendentem. Twój znak zodiaku mówi o tym jaka jesteś , a ascendent mówi o tym jak Cię postrzegają inni.
Maska najczęściej jest:
Przykłady masek noszonych przez silne kobiety:
Te maski:
Ale: nie chronią nas przed bólem. Chronią przed zobaczeniem tego bólu przez innych.
Żeby jeszcze bardziej Ci uzmysłowić co może zrobić maska podzielę się teraz z Tobą moją historią, która od 25 lat do mnie wraca – jak mówię o maskach.
Jak każdy normalny człowiek miewałam w swoim życiu lepsze i gorsze momenty. Ale był taki czas – kiedy byłam 27 letnią kobietą sukcesu – zawodowo byłam ważna Panią Dyrektor w instytucji finansowej, dobrze zarabiałam, współpracownicy mnie uwielbiali, odnosiliśmy sukcesy jako zespół. Moja kariera kwitła. A ja byłam postrzegana jako ciągle zadowolona, uśmiechnięta od ucha do ucha, zawsze pełna pozytywnej energii, która udzielała się natychmiast innym.
Zawodowo zawsze byłam szczęściarą – może dla tego, że jestem numerologiczną 8 – czyli jestem skazana na sukces.
Niestety przez większość mojego życia nie miałam szczęścia do chłopaków, mężczyzn… Miałam wokół siebie bardzo dużo kolegów i byłam dla nich świetnym kumplem. Wszyscy mężczyźni chcieli się ze mną przyjaźnić… Niestety miałam przez to bardzo zaniżone poczucie własnej wartości jako kobieta.
W tamtym czasie byłam w bardzo niezdrowej relacji… mój chłopak mnie zdradzał, okłamywał, ja mu nie ufałam. Zostawiał mnie – potem wracał i znowu zostawiał… to był cholernie trudny czas.
Jednego wieczoru po kolejnym rozstaniu byłam tak zdruzgotana, że nie mogłam spać i wsiadłam do auta – jeździłam po mieście bez celu. Przejeżdżałam kilkukrotnie pod oknami mieszkania mojego chłopaka, wyobrażając sobie, że on tam teraz siedzi z tą „drugą”. Trwało to dobrych kilka godzin.
Około 4 nad ranem – byłam bliska zrobienia najgłupszej rzeczy w moim życiu…wystarczyło przecież tylko dobrze rozpędzić auto i poszukać jakieś dużej latarni lub innego słupa. Na szczęście zabrakło mi odwagi i żyję! Jestem tu z Wami. Bardzo się cieszę, że byłam wtedy tchórzem. I oczywiście jak przystało na silną kobietę w czasie powrotu z tej eskapady do domu jeszcze sobie dokopałam! „Myślałam sobie - „Ty tchórzu!” nawet nie masz odwagi z tym skończyć… Spłakana, wymęczona, rozżalona wróciłam do domu koło 5 nad ranem. Już się nawet nie kładłam spać, bo przecież o 8:00 musiałam być w pracy.
Tak też się stało. Jestem w pracy, stoję w kuchni - oczy czerwone i spuchnięte, jestem niewsypana, smutna, chce mi się wyć… ale jestem w pracy – ludzie patrzą więc jak co dzień przyklejam sobie mój perlisty uśmiech do twarzy i resztkami sił wysilam się na żarty, dowcipy i umilanie czasu ludziom wokół mnie. I nagle jeden z moich kolegów mówi do mnie…
- „Aśka – jak ja Cię nienawidzę!”
oczy stanęły mi w słup, zrobiło mi się głupio i zamarłam na chwilę… bo teraz bynajmniej nie tego potrzebowałam… więc pytam lekko zmieszana:
- „O jezu przepraszam, coś zrobiłam nie tak?”
On odpowiedział:
- „Nie - nic, po prostu nienawidzę Cię za to, że Ty jesteś cały czas taka szczęśliwa, zadowolona i uśmiechnięta! Jak Ty to robisz? Ja też tak chcę!”
… wtedy pierwszy raz w życiu zobaczyłam co ja robię – zobaczyłam moją MASKĘ – „zawsze uśmiechnięta i zadowolona!”
Oczywiście jeszcze przez chwilę chowałam się za moim uśmiechem i zadowoleniem i coś tam zażartowałam, już nie pamiętam dokładnie… ale zaraz potem wybiegłam z kuchni jak poparzona pod pretekstem ważnego spotkania i poszłam gdzieś na klatkę schodową – gdzie nikt nie będzie mnie widział i słyszał. Tam się rozryczałam jak małe dziecko!
To było ćwierć wieku temu i wtedy nie wiedziałam nawet, że to moja maska, ale byłam zaskoczona jak świetnie kamufluję moje problemy, zmartwienia…
Teraz już wiem, dlaczego nikt mi wtedy nie ofiarował wsparcia – bo nawet nikt nie wiedział, że go potrzebuje… wszyscy przychodzili po wsparcie do tej ciągle uśmiechniętej i zadowolonej – no bo kto Cię lepiej pocieszy – niż taka co ma w sobie nieskończone tego pokłady…
Pamiętaj proszę o jednym – z mojego doświadczenia z kobietami, a było ich w mojej pracy ponad 400 – wiem jedno!
Wszystkie te „silne” kobiety, które pokazują się światu w swoich maskach - tej zawsze uśmiechniętej, ogarniętej, samodzielnej, niezależnej, pomocnej, sprawczej, spokojnej, szczęśliwej – zazwyczaj potrzebują największego wsparcia! Bo tak naprawdę pod każdą maską kryje się krucha, wrażliwa, zmęczona, wyczerpana, bezsilna, czasami nawet wściekła kobieta, która boi się pokazać światu jaka jest naprawdę – bo nie chce, żeby ktoś wykorzystał jej kruchość.
To by było tyle ile powinnaś wiedzieć o tym rodzaju ekwipunku, żeby móc zidentyfikować swoje osobiste maski i uświadomić sobie jak Ty się pokazujesz i jak Cię widzi świat oraz zobaczyć i nazwać wszystko to co chowasz pod maską i jaka tam naprawdę jesteś.
Maski to jest Twój kamuflaż Wojowniczki, a teraz sprawdźmy jak oprócz tego bronisz swojej delikatności, kruchości. Wiesz jaka jest różnica między maskami i zbrojami to sprawdźmy przy pomocy jakich zbroi (strategii obronnych) chronisz swój środek, swoje serce, to co w Tobie najdelikatniejsze.
Zbroja to jest to, co nosisz w środku. Zbroja to wewnętrzny mechanizm obronny. To napięcie, kontrola, dystans, samowystarczalność. Zbroja mówi: „Nie zranisz mnie.”
Zbroja najczęściej jest:
Zbroja:
Ale jednocześnie odcina od bliskości, odpoczynku i czucia.
Chcę, żebyś to usłyszała bez ironii: zbroja nie pojawia się u słabych ludzi.
Zbroja pojawia się u tych, którzy kiedyś nauczyli się, że trzeba dawać radę. Że trzeba być kompetentną. Że trzeba utrzymać poziom. Że nie ma miejsca na chaos, pomyłkę, zależność.
I to jest ważne, bo jeśli potraktujesz zbroję jak „problem do naprawienia”, to zrobisz z niej kolejne zadanie do wykonania perfekcyjnie.
A ja nie chcę, żebyś była „perfekcyjna w rozwoju”.
Ja chcę, żebyś była wolna.
Zbroja najczęściej nie mówi: „Jestem ze strachu”.
Zbroja mówi: „Jestem z odpowiedzialności.”
I właśnie dlatego tak trudno ją zdjąć.
Zbroje, które najczęściej są przywdziewane przez silne kobiety to:
Ta zbroja chroni Cię przed:
Objawia się:
Zosia Samosia ukrywa Twoją ranę: „Nie mogę liczyć na innych”.
Za noszenie tej zbroi płacisz koszt w postaci:
Twoja Matka Polka chroni Cię przed:
Objawia się:
Jest pod nią ukryta rana: „Moja wartość jest w dawaniu”.
Koszt noszenia tej zbroi to:
Ten typ zbroi jest szczególnie zdradliwy, bo wygląda jak po prostu wysoki standard. Tylko że perfekcjonizm często nie jest o jakości — tylko o bezpieczeństwie. W praktyce brzmi to jak: Jak nie zrobię "wystarczająco dobrze” to wystawiam się na ryzyko oceny.
Prymuska chroni przed:
Objawia się:
Ukrywa ranę: „Na miłość trzeba zasłużyć.”
Koszt jej noszenia to:
Tu nie mówimy o takiej zwyklej chęci, żeby było po "mojemu" - bo "tak bym chciała, bo tak lubię". Tu mowa o takiej kontrolerce, która ciągle ma w głowie myśl: „Jeśli ja tego nie dopilnuję, nie zrobię będzie wstyd / chaos / konsekwencje.”
Kontrolerka chroni przed:
Objawia się:
Twoja ukryta rana pod nią to: „Świat nie jest bezpieczny.”
Kosztem jej noszenia jest:
Kontrola daje jej właścicielce chwilowy spokój. Ale zabiera przestrzeń na zaufanie, delegowanie i odpoczynek.
Chroni przed:
Objawia się:
Ukrywa ranę: „Lepiej uderzyć się pierwszej, niż zostać zranioną.”
Kosztem tej zbroi jest:
To jest ten typ zbroi, kiedy robisz coś „za kogoś”, "dla kogoś" i masz przekonanie, że robisz to dla dobra sprawy, zespołu, firmy, rodziny. Tylko jeśli dzieje się to za często, lub zawsze to Twoja "Ratowniczka" staje się dla Ciebie jak narkotyk - uzależniasz się od niej. Bo w tej zbroi czujesz się potrzebna, nie zastąpiona, ważna. Wygląda na to, masz z tego sporo osobistych "korzyści". Daje Ci poczucie sensu i kontrolę. Jednak pojawia się pytanie: "Co inni tracą lub co innym zabierasz jak wchodzisz w rolę Ratowniczki?
Ratowniczka chroni przed:
Objawia się:
Ukrywa ranę: „Moje miejsce jest w byciu potrzebną.”
Kosztem dla Ratowniczki są:
Pamiętaj proszę o jednym:
To mała różnica, a jednak ma ogromne znaczenie. – Zmiana tego pytania bardzo pomaga kobietom przestać się osądzać, a zacząć rozumieć siebie.
Na tak postawione pytanie ja sama kiedyś bym odpowiedziała - "Nic nie chowam! Taka po prostu jestem". W swoim życiu zawodowym i prywatnym „przymierzałam” chyba wszystkie możliwe zbroje i było mi w nich na pozór bardzo wygodnie. W zależności od tego którą z nich miałam na sobie mówiłam:
Także pozornie – byłam super zajebista, chwilami byłam dumna, z tego jaka jestem samodzielna i ogarnięta. Jednak to wszystko to były tylko pozory. Bo pod spodem była bardzo prosta prawda, której bałam się nazwać po imieniu.
Pod płaszczykiem każdej zbroi - czyli strategii przetrwania był mój cichy WSTYD i bynajmniej NIE taki zwyczajny „wstydzę się siebie – tego jaka jestem”. Mój wstyd był czymś w rodzaju mikro lęku:
Ten moment wstydu, lęku, obawy jest dokładnie tym momentem, w którym zbroja wchodzi na scenę w całej swojej okazałości. I robi swoje: dociska, kontroluje, dopieszcza, sprawia, że jeszcze bardziej muszę, że jeszcze bardziej cisnę.
I teraz najważniejsze w tych momentach wstydu jest to, że: zbroja działa i fenomenalnie spełnia swoje zadanie…
Tylko że niestety działa jak kredyt — szybko daje rozwiązanie „tu i teraz”, ale zostawia rachunek i to z odsetkami w ciele, relacjach i w spokoju.
Pod płaszczykiem naszych zbroi najczęściej ukrywamy wstyd, kompetencje
Ten wstyd, o którym tu mówimy jest trudny do rozpoznania, bo prawie nigdy nie wygląda jak wstyd. On nie mówi „wstydzę się”. On mówi „muszę”. Albo „nie mogę sobie na to pozwolić”. Albo „ja to ogarnę, bo inaczej będzie źle – przecież ja jestem odpowiedzialna”.
I jeśli teraz w Twojej głowie pojawia się myśl: „No ale przecież to jest normalne, to jest zwykła i ciesząca się dobrą opinią odpowiedzialność” - to ja Cię rozumiem. Odpowiedzialność jest normalna. Tylko dzisiaj spróbujemy zobaczyć różnicę między odpowiedzialnością, która daje Ci stabilność… a presją, która zjada Cię od środka, choć na zewnątrz wyglądasz jak osoba, która „ma wszystko pod kontrolą”. Bo ta presja to czasem wcale nie jest presja, żeby wykonać jakieś zadanie tylko to jest nasza presja, która ma za zadanie ochronić nas przed ewentualną oceną.
Powtórzę jeszcze raz, bo to ważne! Nie mówię o wstydzie w stylu „jestem beznadziejna”. To nie jest ten poziom. Mówię o czymś subtelniejszym: o tym wewnętrznym skurczu, który pojawia się, kiedy myślisz - choćby przez pół sekundy - że błąd, potknięcie albo brak odpowiedzi może zostać przeczytany jako „ona nie ogarnia”, „ona nie zasługuje”, „ona nie powinna prowadzić”.
W praktyce to wygląda tak: ktoś zadaje Ci pytanie na spotkaniu. Pytanie jest zwykłe, nawet nie agresywne. A Ty czujesz w ciele „klik”, skurcz. Nagle oddech robi się płytszy, bark się spinają i idą minimalnie w górę. W głowie robi się szybciej. I zanim zdążysz pomyśleć „spokojnie”, Twoje ciało dostało sygnał z głowy i natychmiast wyciąga ekwipunek ochrony – czyli jedną z Twoich zbroi lub masek.
To jest ważne, bo kiedy system włącza ochronę, Ty możesz myśleć, że to po prostu Twój styl działania – tak masz. A ja chcę, żebyś zobaczyła, że to często nie jest styl. To jest mechanizm – twój automat.
I tu przydaje mi się spojrzenie, które lubię u Gabora Maté: zamiast pytać „co jest ze mną nie tak?”, pytamy „przed czym mój system próbuje mnie ochronić?”. Wstyd nie musi oznaczać, że jesteś „za delikatna”. Wstyd często oznacza, że kiedyś nauczyłaś się, że ocena boli. I że kontrola daje ulgę.
Nasze automaty i strategie przetrwania są sprytne. Ponieważ służą nam do przetrwania to kamuflują się świetnie, żebyśmy nigdy nie zdejmowały naszych zbroi. Tylko, że my dorastamy, zyskujemy nowe doświadczenia, jesteśmy w innym niż kiedyś otoczeniu i nasze zbroje – te automatyczne mechanizmy mogą już nam nie służyć. Wiec musimy być czujne, bardzo uważne i świadomie podejmować decyzje. Mówię o tym, bo z doświadczenia wiem, że zbroja jest sprytna i może świetnie udawać kompetencje.
Twoja zbroja Prymuski / Perfekcjonistki będzie mówiła: „Trzymam wysoką jakość.”
A pod spodem czasem jest: „Nie mogę dać nikomu powodu, żeby mnie ocenił.”
Zbroja Matki Polki będzie mówiła: „Jestem niezawodna.”
A pod spodem czasem będzie: „Jeśli zawiodę, to coś to o mnie powie.”
Mam teraz dla Ciebie dwa ważne pytania – ważne - bo wymagają udzielenia przez ciebie BARDZO uczciwych odpowiedzi.
Te pytania nie są po to, żeby Cię przyłapać.
One służą temu, żebyś mogła spotkać się ze swoją prawdą o Tobie i pomóc Ci się Cię uwolnić od ciężaru pancerza, który nosisz:
Co ja buduję w sytuacji, kiedy działam odziana w jedną z moich zbroi?
Czy ja w tej sytuacji buduję wpływ - swoją sprawczość… czy buduję ochronę przed oceną?
Jeśli budujesz swoją sprawczość - super bo to oznacza, że działasz bez wysiłku i zbyt wysokiego kosztu.
Jeśli budujesz ochronę — to nie znaczy, że robisz źle, nie krytykuj się za to. To znaczy, że włączył Ci się automat.
A automaty nie potrzebują kary. Automaty potrzebują przerwy technicznej, nowych algorytmów, up-datu oprogramowania - żeby móc działać adekwatnie do nowo rozpoznanej sytuacji.
Trzy automaty wstydu u silnych kobiet
Teraz powiem to prosto i po ludzku, bez komplikowania. Kiedy wstyd jest w tle, najczęściej uruchamia jeden z trzech automatów. Nie dlatego, że chcesz być „taka”. Tylko dlatego, że to działa szybko.
Pierwszy automat to KONTROLA. W środku brzmi mniej więcej tak: „Jeśli ja tego nie dopilnuję, będzie chaos. A chaos = ryzyko oceny.” I wtedy rośnie mikrozarządzanie, doprecyzowania, sprawdzanie, poprawianie. Na zewnątrz wygląda jak profesjonalizm. W środku często jest napięcie.
Drugi automat to UDOWADNIANIE. To jest ten moment, kiedy czujesz, że musisz mieć odpowiedź od razu, argument od razu, ripostę od razu. Żeby nikt nie pomyślał, że czegoś nie wiesz, nie rozumiesz. Żeby nie było widać zawahania. To potrafi robić Cię „mocną” w odbiorze, ale jednocześnie bardzo samotną w środku.
Trzeci automat to RATOWANIE. „Ja to zrobię, bo inaczej się posypie.” I wiesz co? Czasem naprawdę by się posypało. Tylko że jeśli ratowanie jest Twoją domyślną strategią, to w dłuższej perspektywie budujesz zespół jako Managerka, lub rodzinę jako mama i partnerka, które opierają się na Twoim napięciu. A Ty stajesz się centrum systemu, który nigdy nie ma prawa odpocząć.
Najważniejsze, co chcę, żebyś z tego zabrała i zapamiętała to to, że: te automaty nie są Twoim charakterem. One są Twoją ochroną. A ochronę można zauważyć — i wtedy można zacząć wybierać.
Żeby móc świadomie wybierać dobrze jest umieć się zatrzymywać na chwilę i zauważać te momenty, kiedy czujesz w środku przymus – kiedy sama siebie ciśniesz myślą lub słowami „muszę natychmiast”. W tym momencie zamiast z automatu zakładać zbroję, która chce ukryć wstyd lub lęk - zadajesz sobie jedno pytanie: Czy ja teraz buduję wpływ… czy buduję ochronę przed oceną?
To pytanie nie jest po to żeby się oceniać. Po to, żeby złapać, co Cię prowadzi.
Wpływ jest spokojny, nawet jeśli jest stanowczy.
Ochrona jest spięta, nawet jeśli jest „uprzejma”.
Wpływ zostawia miejsce na doprecyzowanie, pauzę, wybór.
Ochrona chce natychmiastowej ulgi — przez kontrolę, udowodnienie albo ratowanie.
Jedno zdanie, które ma Cię ratować przed „ja = automat”
Na koniec chcę Ci dać jedno zdanie, proste, trochę jak kotwica. Ono jest ważne, bo wiele z nas silnych kobiet robi jeden dodatkowy ruch: wstydzą się tego, że mają wstyd. I to jest podwójny pancerz.
To zdanie brzmi: „To nie jestem ja. To jest mój automat ochrony.”
Powiedz je w głowie, kiedy poczujesz spięcie. Nie po to, żeby się uspokoić na siłę. Po to, żeby wrócić do siebie. Do tej wersji Ciebie, która nie musi udowadniać, że zasługuje.
Od dzisiaj będziesz umiała widzieć i z pełną świadomością nazywać po imieniu twój WSTYD. Do tej pory w tym miejscu widziałaś tylko Twoje „MUSZĘ”. To jest mały krok, ale on robi ogromną różnicę, bo bez tego kroku kolejny tydzień stałby się kolejną pracą, projektem do wykonania.
W kolejnych modułach poznasz i nauczysz się wykorzystywać różne mikro praktyki, ćwiczenia, które sprawią, że będziesz potrafiła wyłapać swoje automaty i móc bardzo świadomie wykonać „update” Twojego „oprogramowania”.
Wiesz już jak Twój wstyd potrafi świetnie się podszywać pod Twoje „muszę”. Mam nadzieje, że już szczerze przyznałaś to przed samą sobą, nie po to, żeby siebie oceniać, tylko po to, żeby mieć tego świadomość.
Wierze też, że skoro jesteś już w tym miejscu to potrafisz także bardzo trafnie zauważać u siebie kolejny sprytny mechanizm, czyli ten, który sprawia, że niektóre Twoje kompetencje np. Twoja odpowiedzialność mogą być obecne w Twoim życiu po to, żeby cię chronić przed oceną. To ważne żebyś zdała sobie z tego sprawę… bo wtedy będziesz bardziej uważna na to, żeby się nie nadużywać, nie poświęcać.
W kolejnej lekcji weźmiemy pod lupę perfekcjonizm i zobaczymy, kiedy jest on standardem, a kiedy jest strategią unikania oceny. Jednak zanim tam pójdziemy, proszę Cię o jedno: zrób ćwiczenie. Nie dla zaliczenia. Dla siebie. Bo kiedy raz zobaczysz swój automat wstydu na żywo, trudno będzie Ci już uwierzyć, że to „po prostu Ty taka jesteś”.
Ćwiczenie – laboratorium wstydu w lidershpie
Wiesz, co jest najbardziej podstępne w perfekcjonizmie? Ano to, że on ma świetną reputację.
Perfekcjonizm potrafi wyglądać jak jakość, jak ambicja, jak „wysokie standardy”. Jak profesjonalizm. I ja Ci nie odbiorę tej części, bo tak — Ty możesz mieć wysoką poprzeczkę i to jest piękne. Tylko że dzisiaj sprawdzimy coś ważniejszego niż poprzeczka. Sprawdzimy, kto ją trzyma.
Bo po poprzedniej lekcji już wiesz, że czasem to NIE zadanie prowadzi, tylko ochrona przed oceną. I teraz naturalnym krokiem jest taki: zobaczyć, gdzie ta ochrona udaje „standard”.
Pewnie teraz myślisz: „No ale serio, w mojej pracy jakość ma znaczenie. Ja nie mogę oddawać byle czego.”
Jasne. I właśnie dlatego ta lekcja jest dla Ciebie, a nie dla kogoś, kto ma luz w kalendarzu i zero odpowiedzialności. Bo Ty nie potrzebujesz wykładu o tym, że „nie musisz być idealna”. Ty potrzebujesz narzędzia, które pozwoli Ci dowozić bez dopalacza, który spala Ci układ nerwowy.
Perfekcjonizm ma dwa oblicza — i tylko jedno z nich jest Twoją mocą
Perfekcjonizm jako standard brzmi w środku mniej więcej tak: „Chcę jakości, bo to ważne. I wiem, kiedy jest gotowe.”
Perfekcjonizm jako strategia unikania oceny brzmi inaczej: „Jeśli dopieszczę, nikt mnie nie skrytykuje. Jeśli będzie idealnie, nie będzie wstydu.”
To są dwie różne motywacje lub jak wolisz intencje do podejścia do danego zadania.
Od razu przychodzi mi do głowy mój „wysoki standard”. Nie uwierzycie co robiłam…hmm, a może jednak uwierzycie, bo macie lub miałyście tak samo.
No więc z uwagi na to, że jestem zajętą kobietą mam tzw. „Panią do sprzątania” czyli moją ukochaną Lubę, która sprzątała u mojej mamy, cioci i u mnie sprząta od ponad 15 lat. Przychodzi raz w miesiącu, żeby ogarnąć te kąty, do których ja na co dzień nie sięgam…i jeszcze do nie tak dawna – wiecie co robiłam przed przyjściem Luby?
… sprzątałam przed jej przyjściem!!! Żeby wstydu nie było!
I ja byłam przez te wszystkie lata przekonana, że to jest mój standard, moja kompetencja, moja samo-zajebistość… a to był lęk i wstyd przed tym co ona sobie o mnie pomyśli, jeśli będzie brudno.
W ten oto sposób były takie momenty u mnie w domu, że z podłogi można było jeść! Ja ją wyszorowałam, następnego dnia przychodziła Luba i szorowała tą samą czystą w zasadzie już podłogę! Dodatkowo Luba zachwycała się mówiąc: „Oj Asia, Ty to masz zawsze wysprzątane, aż miło tu się do Ciebie przychodzi i sprząta, nie to co u moich innych klientów!” W ten sposób zupełnie nieświadomie motywowała mnie, do tego żebym tak właśnie robiła, żebym nie obniżała poprzeczki, żebym nie zmieniała standardu. Bo jej słowa dokarmiały moje głodne pochwał i docenienie EGO.
A Ty masz jakąś taką swoja przypadłość, historię, która teraz po tej mojej historii przychodzi Ci do głowy? Czy zdarzyło Ci się robić tak absurdalne rzeczy jak to moje sprzątanie?
No dobra to była moja historia - taki mały przerywnik, a teraz wracamy do perfekcjonizmu i dwóch różnych motywacji i osiągniętych rezultatów tego samego zadania.
W praktyce oznacza to, że dwie osoby mogą robić identycznie świetną prezentację. Jedna kończy i oddycha. Druga kończy i nadal czuje, że „to jeszcze nie to”. Jedna ma satysfakcję. Druga ma ulgę. A ulga nie jest nagrodą. Ulga jest tylko końcem napięcia.
I tu jest moment, w którym chcę, żebyś była ze sobą bardzo uczciwa, ale też bardzo czuła. Bo perfekcjonizm nie bierze się z próżności. On często bierze się z tego samego miejsca, które dotknęłyśmy w poprzednich lekcjach czyli : z lęku, że ocena będzie bolała.
Jak rozpoznasz, że to już nie standard, tylko ochrona?
Nie będę Ci robiła listy objawów jak w podręczniku. Zrobię Ci to życiowo.
Jeśli po zadaniu myślisz: „Zrobione. Wiem, że to jest dobre” — to jest standard.
Jeśli po zadaniu myślisz: „Jeszcze poprawię, bo może ktoś…” — to już jest ochrona.
Jeśli potrafisz powiedzieć: „Tu jest 80%, a te 20% nie daje już zwrotu” — to jest dojrzałość.
Jeśli nie umiesz przestać, mimo że wiesz, że dokładasz minimalny zysk kosztem wielkiego zmęczenia — to często jest perfekcjonizm jako strategia przetrwania.
I jeszcze jedno: standard zwykle jest spokojny. Możesz być wymagająca i spokojna jednocześnie. Perfekcjonizm-ochrona jest spięty. On ma w sobie to „muszę”. On Cię pcha. On nie daje odetchnąć.
Dlaczego perfekcjonizm jest taki skuteczny… i taki drogi
Wiem, że perfekcjonizm Cię czasem uratował. On dawał Ci poczucie kontroli. Dawał przewagę. Dawał „pewność”, że nikt się nie przyczepi. I to jest część, w której wiele kobiet ma opór przed zmianą: „Jak odpuszczę, to się posypie.”
Nie będę Ci wciskać bajek. Czasem jak odpuścisz — coś naprawdę będzie mniej dopieszczone.
Tylko pojawia się pytanie:
Jaka jest szansa na to, że to co dla Ciebie (w twojej opinii) jest dopieszczone, perfekcyjne, dobre, będzie tak samo dobre, dopieszczone, perfekcyjne dla innej osoby – dla Twojego szefa, szefowej, męża, rodzica?
Przecież każdy z nas ma inne wymagania, inne potrzeby inne standardy, oczekiwania… a Ty swoim perfekcjonizmem chcesz wszystkim zrobić dobrze. I znowu Cię zapytam na ile to jest możliwe, żeby wszystkich zadowolić?
I tu znowu przychodzi mi do głowy historia tym razem historia mojej klientki Oli.
Ola jest fantastyczną managerką i oczywiście „silną” kobietą, tą która zawsze daje rade i ogarnia. Jest odpowiedzialna, sumienna. Zarówno jej zespół jak i jej szef zawsze mogą na nią liczyć.
Dostała od szefa zadanie przygotowania prezentacji na ważne spotkanie z Zarządem.
Nic nadzwyczajnego. Kilkanaście slajdów. Konkret.
Anka usiadła do pracy wieczorem.
Najpierw zebrała dane, raporty, poprawiła układ. Potem zmieniła czcionkę.
Potem jeszcze raz kolory, bo „coś jej nie grało”. Dodała jedne dane, a inne usunęła, bo wyłapała w nich błąd. Sprawdziła wszystko jak zawsze 17 razy.
Miała wysłać prezentację w piątek rano. Wysłała… w piątek o 22:47. Zmęczona. Z poczuciem winy, że nie dotrzymała terminu, z napięciem w karku. Z poczuciem, że jeszcze nie jest idealnie, ale już nie ma siły. Minął weekend, a w poniedziałek jej szef powiedział:
„Ola wszystko fajnie, ale wiesz… ja bym to zrobił prościej.
Za dużo szczegółów. Wystarczyłyby trzy slajdy z obrazkami, bez tych wszystkich analiz i opisów.”
Ola zamarła. Nie dlatego, że dostała feedback. Tylko dlatego, że w jej głowie pojawiło się jedno pytanie: Po jaką cholerę się tak zajeżdżałam i starałam?
I tu jest właśnie jest sedno perfekcjonizmu. Wydaje Ci się, że perfekcjonizm obiecuje Ci bezpieczeństwo, uznanie, brak krytyki…ale nie mówi jednej najważniejszej rzeczy…, że nie istnieje jedna definicja „perfekcyjnie”.
To, co dla Ciebie jest:
dla kogoś innego może być:
Twój szef, szefowa, Twój partner, twoi rodzice - każdy z nich ma swoje własne filtry, oczekiwania, potrzeby i definicje słowa „dobrze”, „fajnie”, „szybko”…
Bo co tak naprawdę oznacza słowo „szybko”? Dla jednego komunikat: „Zrób tą prezentacje szybko” – oznacza, że ma być gotowa za 2 godziny, a dla innej osoby to samo „szybko” będzie oznaczało, że ma tydzień na jej przygotowanie.
Perfekcjonizm więc nie daje nam gwarancji, bo nie zapewni nam: uznania, spokoju czy satysfakcji. Za to prawie zawsze gwarantuje nam koszt w postaci Twojego zmęczenia, napięcia, rozczarowania, poczucie, że „znowu nie wystarczyło”.
Perfekcjonizm nie polega na robieniu rzeczy najlepiej. Polega na próbie zgadnięcia cudzych oczekiwań i zapłaceniu za to własną energią.
Teraz przechodzimy do narzędzia, które na potrzeby tego kursu nazwałam Standardem Szacunku dla Siebie.
Przez lata wiele kobiet uczyło się jednego, że zawsze można jeszcze trochę lepiej. Trochę dokładniej. Trochę ładniej. Trochę bardziej. Trochę szybciej. I niestety zazwyczaj „to trochę…” bardzo często odbywało się kosztem nas samych.
To narzędzie powstało po to, żeby w końcu odpowiedzieć na pytanie: Gdzie jest moment, w którym dalsze „lepiej” zaczyna mnie ranić?
Standard Szacunku dla Siebie:
Chodzi o świadome zakończenie działania, zanim zapłacisz: ciałem, chorobą, niesprawnością, rozczarowaniem, snem, relacją ze sobą.
To indywidualny standard, który mówi: Na tym etapie to, co zrobiłam, jest wystarczające i nie wymaga dalszego przekraczania siebie. To jest ten moment / punkt, w którym:
Powyżej tego progu zaczyna się samo-PRZE-moc, a nie rozwój. Nie powiem, że to jest łatwa do zastosowania technika, bo silnym kobietom trudno go sobie wyznaczyć bo przez lata były nagradzane za: nadmiar, wysiłek, niezawodność czy perfekcjonizm.
I bardzo często nauczyły się myśleć: Jeśli mogę jeszcze trochę, to powinnam. Problem jednak w tym, że nasze ciało / organizm nie rozróżnia „jeszcze trochę” od „za dużo”.
Jak Standard Szacunku dla Siebie działa w praktyce?
Tak jak mówiłam to narzędzie wydaje się proste, jednak zastosowanie go w praktyce wymaga dużej uważności i otwartości na zmianę. Dodatkowym wyzwaniem jest to, że Standard Szacunku dla Siebie nie ma jednego poziomu dla wszystkich sytuacji w życiu. Ta technika polega na świadomym dostosowaniu standardu do sytuacji. I tak inny będziemy miały ten próg w pracy, inny w domu czy w relacjach, a jeszcze inny w odpoczynku.
Dla mnie w tego typu wyzwaniach zawsze pomocne okazują się pytania, które sama sobie zadaję. Pytania pozwalają mi się zatrzymać i nie wykonać czegoś automatycznie, ot tak po prostu z przyzwyczajenia – tylko świadomie. I pytanie, które ze mną gada jak wchodzę w kolejną próbę zrobienia czegoś „trochę lepiej”… brzmi:
Czy to, co robię teraz, jest jeszcze w zgodzie ze mną?
czy już z lęku, presji albo potrzeby udowodnienia czegoś, komuś?
Na początku będzie trudno wyznaczać sobie ten nasz próg bólu, zapewniam Cię, że nie raz znowu go przekroczysz i wyjdziesz poza standard szacunku, ale spokojnie to normalne. Bądź dla siebie wyrozumiała. Dlatego teraz dowiesz się po czym poznasz, że przekroczyłaś swój Standard Szacunku dla Siebie. Oto kilka konkretnych sygnałów, że przekroczyłaś swój próg:
I bynajmniej w takich momentach to nie są sygnały do dalszego działania! To są wyraźne sygnały STOP. Wiem sama po sobie, że właśnie w takich momentach próbujemy jeszcze bardziej się przyciskać, jeszcze bardziej zrobić cos lepszej jakości, że to STOP – nas wkurza i próbujemy go nie widzieć i odkładać je w czasie. Jednak chcę, żebyś zapamiętała jedno:
Jakość, która niszczy Twoją energię, nie jest jakością tylko jest kosztem!
Standard Szacunku dla Siebie chroni:
To jest narzędzie kobiety MOCY, a nie silnej kobiety, która walczy.
Siła mówi: „Jeszcze dam radę.”
Moc pyta: „Czy chcę płacić tę cenę?”
Standard Szacunku dla Siebie - oddaje Ci wybór. A wybór to fundament mocy.
W tej technice możesz dodatkowo przed przystąpieniem do jakiegoś zadania, wykonania pracy ustalić sama ze sobą trzy rzeczy:
Po pierwsze: po czym poznam, że zadanie jest gotowe?
Po drugie: ile czasu daję sobie maksymalnie?
Po trzecie: co będzie mnie kusiło, żeby dopieszczać — i jak to zatrzymam?
I tu pojawia się element neuroplastyczności, o którym jeszcze będziemy mówić więcej później.
Ten element to wykształcenie nowego nawyku i tym samym nowego połączenia neuronowe w Twoim mózgu. W dokonasz tego jak każde zadanie, projekt, pracę nad czymś zakończysz na tzw. „Wersji 1.0”. Nie na tej perfekcyjnej, idealnej (bo już wiesz, że to co dla ciebie perfekcyjne, dla kogoś innego będzie „za dużo”, „za mało”. Ta nowa ścieżka na początku jest nienaturalna, trudna, niemożliwa…, ale z czasem stanie się normalna, a potem będzie Twoja.
Chcę Ci coś powiedzieć wprost: wersja 1.0 jest trudna dla kobiet, zwłaszcza liderek, bo często wychowałyśmy się w kulturze, w której „błąd” kosztował emocjonalnie. A potem w pracy błąd naprawdę potrafi kosztować.
Dlatego „wersja 1.0” nie polega na tym, że masz być niedbała. Ona polega na tym, że masz być odważna. Odważna, żeby nie używać „dopieszczania” jako zbroi.
W praktyce wersja 1.0 to jest moment, w którym oddajesz coś, co jest dobre, ale nie daje Ci tej „narkotycznej” ulgi perfekcjonizmu. I właśnie dlatego to ćwiczy moc. Bo moc to nie jest brak emocji. Moc to jest wybór mimo emocji.
Pewnie teraz myślisz: „No dobra, ale jak ja mam oddać 1.0, jeśli ktoś mnie oceni?”
I tu wracamy do Lekcji o wstydzie: to jest dokładnie ten punkt. To jest moment, w którym możesz zobaczyć wstyd w tle. Dlatego jak zawsze z pomocą przychodzą pytania. Pytania, których zadaniem jest zatrzymanie „dopieszczania” Twojej pracy, projektu, zadania, twojego perfekcjonizmu. Oto te pytania:
Czy ja teraz poprawiam, bo to realnie podnosi wartość… czy poprawiam, żeby poczuć ulgę przed oceną?
Jeśli to jest wartość — super, popraw.
Jeśli to jest ulga — zatrzymaj się. I wybierz wersję 1.0.
I kolejne, które osobiście wolę – bo już nie raz mnie zatrzymały na dobre!:
Na ile to co robię jest już PROFESJONALNE?
Jaka jest różnica pomiędzy profesjonalnie i perfekcyjnie?
Z jakiego powodu profesjonalnie dla Ciebie to za mało?
To jest moment, w którym Ty odzyskujesz siebie. Nie tą „perfekcyjną siebie”, ale tą prawdziwą, tą która ma prawo być tylko i aż profesjonalna, tą która się nie poświęciła, nie przekroczyła, tą która szanuje siebie.
I za to należą Ci się wielkie brawa! Bo wiem z własnego doświadczenia, że dla silnej kobiety uszanowanie samej siebie – to wielki krok. Gratuluję ci – bo w czasie ostatnich lekcji nauczyłaś się rozdzielać dwie rzeczy, które latami były sklejone. Teraz już potrafisz rozróżniać jakość i lęk przed oceną. To jest duży krok. Bo kiedy jakość i lęk są sklejone, każde zadanie jest polem bitwy, a Ty jesteś dzielną i silną Wojowniczką. A przecież jesteś tu po to, żeby to zmienić. Żeby przestać walczyć i odnosić rany.
Na tym etapie kursu już bardziej rozumiesz siebie – wiesz skąd się wzięła Twoja siła, masz większą świadomość Twoich osobistych mechanizmów obronnych (rany, maski, zbroje) i wierzę w to, że teraz na tym etapie masz choć trochę współczucia dla siebie samej. Bo już widzisz jak trudną drogę musiałaś pokonać jako mała dziewczynka, a potem jako dorosła kobieta, żeby znaleźć się w tym miejscu swojego życia, w którym jesteś! Brawo Ty! Przetrwałaś! Dzięki Twoim mechanizmom ochronnym dalej żyjesz i masz się całkiem dobrze! W kolejnym module zobaczymy jaką cenę płacisz za bycie silną. Pomogę Ci zrobić uczciwy rachunek i sprawdzić, ile tak naprawdę kosztuje twoja siła. A to wszystko po to, żebyś mogła podjąć kolejną ważną decyzje. Czy dalej chcesz być silna i płacić za to taką cenę, czy wybierasz MOC – która kosztuje dużo mniej.
Ale zanim tam pójdziemy, chcę, żebyś miała w rękach coś konkretnego: Twój Standard Szacunku dla Siebie i Twoją pierwszą „Wersję 1.0.”
Nie po to, żeby być „lepsza”. Po to, żeby być wolniejsza.
I teraz zapraszam Cię do wykonania ćwiczenie. Proszę. Nie odkładaj go na „kiedyś”. Wiem, ze jesteś zajęta lub zmęczona. Zrozumiem, jeśli go nie zrobisz tylko od razu korci mnie, żeby zadać Ci pytanie: „Kto na tym najbardziej skorzysta, jeśli teraz nie przetrenujesz swojego Standardu Szacunku dla Siebie?”
Ćwiczenie Minimal Viable Standard
Ćwiczenie 1 – laboratorium wstydu w lidershpie
Celem tego ćwiczenia jest rozpoznanie w bezpiecznych warunkach własnych automatów wstydu, zanim uruchomią się w stresie. Zapisz w dzienniku:
Ćwiczenie 2 – Minimal Viable Standard
Przed kolejnym zadaniem, projektem, prezentacją, rozmową ustal:
Świetna praca! Znasz już swoje rany, maski i zbroje oraz wiesz, jak stworzyć Wersję 1.0.
W Module 3 zrobimy uczciwy rachunek kosztów Twojej siły.
OTWÓRZ MODUŁ 3
🏷 Odznaka: Świadoma Wojowniczka
W poprzednich lekcjach zobaczyłaś skąd się wzięły i zrozumiałaś przed czym Cię chroniły Twoje rany, maski i zbroje - strategie, które kiedyś miały sens.
Teraz zrobimy coś dużo trudniejszego. Sprawdzimy, ile kosztuje Cię ich noszenie. Sprawdzisz, czy cena ich noszenia nie jest dziś wyższa niż zagrożenie, przed którym Cię chronią.
Zadaniem tej lekcji jest:
Ta część kursu nie ma za zadanie jeszcze nic naprawiać – ta lekcja służy zobaczeniu i nazwaniu prawdy. Ta lekcja nie jest po to, żeby odbierać Ci siłę, ale po to, żeby zobaczyć rachunek, który być może płacisz od wielu lat za Twoje „muszę”
Od dzisiaj przestajemy płacić w ciszy.
„Muszę” nie jest motywacją. To mobilizacja stresowa, przymus, presja i lęk przed konsekwencją.
Tryb „muszę” bywa mylony z siłą, bo daje szybkie i widoczne efekty.
Wchodzisz na wyższe obroty, masz ostrość, domykasz, dowozisz, ogarniasz, gasisz pożary, podejmujesz decyzje, bierzesz odpowiedzialność.
Tylko że to nie jest tryb „mocy”. To jest tryb „przetrwania" w wersji premium”.
Organizm w mobilizacji działa jak firma, która ma świetne wyniki… i fatalny cashflow. To jest krótkoterminowa strategia działania.
Na papierze wszystko wygląda imponująco. Tyle że rachunek przychodzi później: w relacjach, w zdrowiu, w cierpliwości, w śnie, w poczuciu sensu.
I tu jest moment, w którym chcę Cię zapytać delikatnie, ale uczciwie:
Po co tak naprawdę to robisz?
Jaki jest prawdziwy cel Twojego "dowożenia i ogarniania" i Twojego "muszę"?
Czy dowozisz z poczucia obowiązku i dlatego, że boisz się co się wydarzy jak tego nie zrobisz?
Czy może ogarniasz, bo chcesz coś komuś udowodnić, być zauważona, doceniona, lubiana, chcesz zasługiwać na więcej?
To są dwie różne rzeczy.
I dopiero kiedy nauczysz się je rozróżniać, możesz przestać „musieć" i zacząć chcieć.
Popatrzenie na siebie przez pryzmat tych trzech elementów dla mnie osobiście było najbardziej transformującym momentem na mojej drodze rozwoju z Wojowniczki na Mądrą Kobietę w Mocy. Dopiero zobaczenie konkretnego kosztu pozwoliło mi zamienić moje „muszę” w „chcę” lub „mogę”. Bo dopóki ten koszt był rozmyty i niezidentyfikowany mój umysł zawsze wygrywał argumentem „trzeba”. A kiedy poznałam realny koszt - mogłam wykonać rachunek zysków i strat i wreszcie dokonać świadomego wyboru.
Ile razy zadałaś sobie pytanie: Ile płacę za bycie silną? Czym płacę za to, że „muszę”? Czy ja w ogóle płacę? Jak kiedyś mi zadano te pytania odpowiadałam bez wahania: „Ja przecież nic nie płacę - ja po prostu tak mam, taka jestem”.
Dzisiaj z perspektywy czasu wiem, że to była nieprawda, bo wtedy patrzyłam na siebie tylko z jednej perspektywy - zauważałam tylko to co na było widoczne na zewnątrz, czyli:
Bardzo często od moich przyjaciół, współpracowników słyszałam: „Jak Ty to wszystko ogarniasz?”; „Podziwiam Cię.”; „Jesteś niezastąpiona.”
I to była prawda - byłam silna. Tylko że nikt wokół mnie i co gorsza nawet ja sama nie widziałam rachunku jaki za to płacę.
A płaciłam w trzech różnych walutach: Ciałem, Umysłem i Duszą.
Moje ciało CIAŁO płaciło: zmęczeniem, zaciśniętą szczęką, chronicznym bólem lędźwi i napięciem w barkach – jakbym nosiła niewidzialny plecak w kamieniami. Płaciłam bólami głowy, brzucha i zapaleniem płuc kilka razy w roku. Jak już w końcu znalazłam wreszcie czas – to szłam do lekarza. Lekarz mówił, że to stres. Ja mówiłam: „Samo przyszło – samo przejdzie, teraz akurat mam taki trudne czas, zaraz minie ten gorący okres w pracy i wszystko wróci do normy…” Ale sama siebie oszukiwałam, bo po jednym „gorącym okresie”, pojawiał się kolejny.
Mój UMYSŁ także płacił ogromna cenę, bo w mojej głowie rzadko było cicho. Nawet gdy oglądałam film, myślałam o jutrzejszym spotkaniu. Gdy kładłam się spać – trudno było usnąć, bo w mojej głowie pojawiały się setki myśli… wymyślałam setki możliwych i najgorszych scenariuszy tego co się może wydarzyć w najbliższej przyszłości (jutro, w kolejnym tygodniu). Robiłam to tylko po to, żeby dać sobie złudne poczcie kontroli. Chciałam się zabezpieczyć i przygotować na wszystkie najgorsze rzeczy, które mogą się wydarzyć, żeby w razie czego być mile zaskoczona niż niemile rozczarowana. Moja głowa parowała, jak nie spałam, budziłam się zmęczona, miałam wymyślone 1000 różnych rzeczy, które może pójść nie tak… i zgadniecie co się wydarzało… wydarzał się czarny scenariusz, ale żaden z tego 1000, które nocą wymyśliłam. Cała moja robota i nieprzespana noc poszły na marne i oczywiście byłam niemile rozczarowana… , że nie przewidziałam tego jednego co się właśnie wydarzyło, wiec kolejnej nocy – starałam się jeszcze bardziej. To był koszmar! Mój mózg nigdy nie wychodził z trybu „czuwaj”.
Wysoką choć trudną do zauważenia cenę za bycie silną – „tą, która ogarnia” płaciła także moja DUSZA. Moja dusza płaciła tym, że nie widziałam samej siebie, oddalałam się od siebie, nie szanowałam siebie, swoich potrzeb i granic, nie widziałam swojego zmęczenia, kruchości, wrażliwość. Tak skrzętnie chowałam się pod maskami i zbrojami, że nie wiedziałam swoich ran i tego, że jestem tylko zwyczajnym człowiekiem, tylko kobietą, która ma prawo być słaba, bezsilna i zmęczona.
Robiłam tak ponad 20 lat… i nie widziałam jaki jest realny koszt mojego „dawania rady”, być perfekcyjną Matką Polką, która kontroluje i wszystko chce robić sama. Nawet pierwsza przymusowa wizyta w szpitalu mnie nie zatrzymała… zaraz po wyjściu zaczęłam nadrabiać zaległości w byciu silną. Kiedy 3 lata później znowu znalazłam się w szpitalu i lekarze dawali mi małe szanse …na wyjście z niego…zaczęłam być bardziej uważna i zaczęłam wreszcie widzieć, ile płacę, i zadawać sobie pytanie czy ja chce aż tak wysoką cenę płacić za moje bycie Wojowniczką i super bohaterką?
To moja historia, a Ty teraz sprawdź proszę, którą częścią siebie i w jaki sposób płacisz za swoją siłę. Poniżej krótka ściąga, żebyś mogła postawić sama sobie diagnozę i wykonać rachunek zysków i strat. Daje ci do dyspozycji kilka prostych narzędzi, żeby zbadać siebie z życzliwością – bez oceny, tylko żeby zacząć widzieć koszt.
Mapa – CUD (Ciało, Umysł, Dusza)
Ta mapa jest prosta, bo ma działać wtedy, kiedy jesteś zmęczona, a nie wtedy, kiedy masz idealny dzień.
To są sygnały, które najłatwiej zignorować, bo „przecież jeszcze daję radę”.
Najczęstszymi objawami zbyt wysokiego kosztu w Twoim ciele jest: napięcie karku, szyi, barków, bezsenność, bóle brzucha, głowy, spłycony oddech – brak możliwości wzięcia pełnego oddechu, brak regeneracji – mimo odpoczynku, obniżone libido, rozregulowany apetyt.
Ciało nie obraża się. Ciało tylko raportuje. Silna kobieta często funkcjonuje w trybie: podwyższonego kortyzolu, napięcia mięśniowego, nadmobilizacji.
Tu koszt jest mniej widoczny, ale ogromny. Objawia się w postaci: gonitwy myśli, tworzenia setek scenariuszy w głowie, ciągałam słyszeniem głosu wewnętrznego krytyka, nad odpowiedzialności za wszystko i za wszystkich, trudności z wyłączeniem głowy, drażliwość, ciągłej czujności.
Wiele kobiet myśli, że to są „wysokie standardy”. A to często jest po prostu układ nerwowy na ostrym dyżurze. Silna kobieta rzadko jest w trybie „neutralnym”. Ona jest w trybie: czuwam.
„Dusza” w tej metodzie to po prostu: sens, wartości, spójność, relacje. To, co sprawia, że Twoje życie nie jest tylko tygodniem do przetrwania. To jest najbardziej subtelny, ale najgłębszy koszt. To koszt, którego najdłużej nie chcesz widzieć, bo jest najsubtelniejszy. Można go poznać, że jest, jeśli obserwujesz u siebie mniej lub brak radości nawet z dużych sukcesów, mniej obecności, mniej czułości, mniej kontaktu ze sobą. On jest też wtedy, kiedy masz poczucie pustki mimo realnych sukcesów. Robisz wszystko „dobrze”, a w środku coś mówi: „gdzie ja jestem w tym wszystkim?”.
Skoro za moje bycie „tą co ogarnia” płacę w trzech najcenniejszych dla mnie walutach – ciałem, umysłem i duszą, to może nie chodzi o to, że coś jest ze mną nie tak - tylko że za długo żyłam w trybie przetrwania.
Na koniec tej lekcji chce żebyś wiedziała, że teraz zależy mi na tym, żebyś nie oceniała i nie „naprawiała” siebie. Jeśli rozpoznałaś swoje koszty CUD-u, to na tym etapie po prostu – powiedz sobie „takie to mam”.
To co robimy na tym etapie kursu to coś w rodzaju osobistej inwentaryzacji wszystkich zasobów i jakości. Sporządzamy bilans Twojej siły, sprawdzamy rachunek zysków i start i porządkujemy ten chaos, który powstał w wyniku działania w trybie „muszę”. Dlatego tak bardzo mi zależy, żebyś nie oceniała siebie, tylko nazywała prawdziwe emocje, dostrzegała swoje bóle, niesprawności z życzliwością. Rozpoznanie, nazwanie i większa świadomość tych wszystkich rzeczy daje Ci informacje i wybór. I to jest teraz najważniejsze.
Dlaczego to działa: wstyd lubi chaos, a moc lubi konkret
Jest taki mechanizm, który często widzę u kobiet, które są ambitne i odpowiedzialne: kiedy koszt rośnie, one zaczynają dociskać jeszcze bardziej.
To brzmi jak: „Muszę się ogarnąć. Muszę być twardsza. Muszę szybciej, lepiej, więcej. Muszę mieć plan.”
I w środku robi się jeszcze ciaśniej.
A gdybyśmy na chwilę odwróciły logikę?
Gdy koszt rośnie, nie potrzebujesz większego docisku.
Potrzebujesz większej uważności i precyzji.
To jest coś, co bardzo spójnie pojawia się w podejściu, które stawia na współczucie i prawdę jednocześnie: zamiast pytać „co ze mną nie tak?”, pytasz:
Przed czym moje "muszę" chce mnie ochronić?
Kogo ja chronię i wyręczam moim "muszę"?
I wtedy z napięcia robi się informacja, a nie wyrok.
Wiem, że lubisz działać. I ja to szanuję.
Dlatego nie dam Ci techniki, która wymaga świeczek, maty i 20 minut ciszy. Dam Ci coś, co możesz zrobić w realnym świecie: między mailem a spotkaniem, między pytaniem pracownika, dziecka, partnera, a Twoją odpowiedzią.
STOP-30 to nie jest „uspokój się”.
To jest przejęcie steru – czyli świadomy powrót do sprawczości.
Zrób to dosłownie w 30 sekund:
„Wracam z decyzją o…tym … za godzinę.”
albo
„Potrzebuję 10 minut, wrócę do tego jak poczuję … (spokój, klarowność)….”
albo
odpowiadasz sobie na pytanie:
"Co na moim miejscu i w tej sytuacji zrobiłaby osoba... która zawsze świetnie sobie radzi w takich sytuacjach?” Przywołaj w myślach jedną konkretną osobę, którą znasz osobiście i jest dla Ciebie autorytetem i sprawdź jak ona by się zachowała, co by pomyślała, co by zrobiła.
Możesz korzystać z tej szybkiej techniki zatrzymywania swoich automatycznych reakcji. Bo nasze automaty działają błyskawicznie szybko, a tu nie chodzi o szybkość tylko o wybór. Żeby być uważna i wybrać to co będzie cię mniej kosztowało i zadziałasz nie automatycznie, tylko świadomie i wtedy nie dojdzie do sytuacji, w której się poświęcasz i nadużywasz.
Innym prostym i szybkim sposobem na liczenie kosztu bycia silną jest zadawanie sobie codziennie kilku ważnych pytań, które dadzą Ci dodatkowe informacje. Informacje o kosztach rozumianych nie tylko jako coś co tracisz, ale o kosztach alternatywnych, czyli takich, które związane są z Twoim zaniechaniem. Niepozwalaniem sobie na lekkość, zabawę, proszenie o wsparcie, miękkość, bycie „nieogarniętą”.
Przez najbliższe tygodnie zadawaj sobie wybrane 3 z poniższych pytań. Odpowiedzi na te pytania pozwolą Ci dostrzec i nazwać alternatywny koszt bycia silną – czyli nie tylko twoje straty tylko też rzeczy, na które sobie nie pozwalasz lub ich sama sobie nie dajesz.
Jak to ma wyglądać w praktyce w tym tygodniu?
Chcę, żebyś była ze sobą uczciwa i łagodna jednocześnie.
Dlatego ten tydzień nie polega na tym, żebyś nagle przestała dowozić i ogarniać, tylko żebyś była uważna.
Ten tydzień polega na tym, żebyś zaczęła widzieć w którym miejscu płacisz i żebyś nauczyła się robić jedno mikro zatrzymanie, zanim zapłacisz kolejną ratę.
Twoje zadanie nie brzmi: „mam być spokojna”.
Twoje zadanie brzmi: „mam być uważna i precyzyjna”.
Koszt nie jest porażką. Koszt jest informacją.
Nie wszystko, co potrafisz udźwignąć, jest dla Ciebie zdrowe.
Twoja siła nie jest problemem. Problemem bywa to, że płacisz za nią w ciszy.
To, że coś działa, nie znaczy, że nie kosztuje.
Dopiero kiedy zaczynamy ją liczyć, rozumiemy, że siła bez świadomości kosztu
może stać się długiem.
Silna kobieta rzadko pęka nagle. Ona najpierw latami płaci w ratach. Ciałem, Umysłem, Duszą.
Skoro ciało, umysł i dusza płacą rachunek, to ciało jako pierwsze zaczyna wystawiać fakturę.
I właśnie dlatego następny moduł dotyczy naszego ciała – czyli systemu wczesnego ostrzegania.
(UWAGA: Objawy zawsze wymagają konsultacji medycznej. Ta tabela pokazuje TYLKO możliwe powiązania napięcia psychicznego z ciałem.)
Jak pracować z tą tabelą?
Pamiętaj proszę o jednej bardzo ważnej rzeczy:
To nie jest tak, że:
To raczej: długotrwałe życie w napięciu zwiększa podatność organizmu na objawy. Czyli mówimy o wzorcach, nie o magicznych zależnościach.
Każda zbroja uruchamia inny rodzaj napięcia. Regulacja musi być dopasowana do mechanizmu, nie do objawu.
Nie wszystkie silne kobiety potrzebują „odpoczynku”.
Czasem potrzebują:
Dlatego poniżej znajdziesz propozycje różnych regulacji, które pomogą Ci samodzielnie zadbać o twój system nerwowy i o Twoje CUD-ne ciało.
Typ napięcia: górna część ciała (barki, kark), stałe „unoszenie ciężaru”
Regulacja:
Klucz: Doświadczyć, że świat się nie zawali, gdy nie dźwigam.
Typ napięcia: głowa, szczęka, bezsenność
Regulacja:
Klucz: Ciało musi poczuć, że nie musi wszystkiego pilnować.
Typ napięcia: czoło, oczy, brzuch
Regulacja:
Klucz: Regulacja zaczyna się od zgody na niedoskonałość.
Typ napięcia: brzuch, jelita, splot słoneczny
Regulacja:
Klucz: Ciało musi poczuć, że nie musi ratować wszystkich.
Typ napięcia: ogólne zmęczenie, przeciążenie
Regulacja:
Klucz: Regulacja przychodzi przez współzależność, nie samowystarczalność.
Typ napięcia: twarz, szczęka, klatka
Regulacja:
Klucz: Ciało potrzebuje bezpieczeństwa, nie presji.
Typ napięcia: klatka piersiowa, płytki oddech
Regulacja:
Klucz: Regulacja przychodzi przez czucie, nie przez kontrolę.
Najważniejsze zdanie do tej lekcji
Regulacja to nie słabość. To umiejętność powrotu do siebie.
I bardzo ważne rozróżnienie dla kursu
Silna kobieta często myśli: „Odpocznę w weekend.”
Ale:
Wykonaj w dzienniku:
Wspaniale! Znasz już swój bilans kosztów CUD.
W Module 4 nauczysz się czytać głębsze sygnały ciała jako ostrzeżenie.
OTWÓRZ MODUŁ 4
🏷 Odznaka: Słuchająca Siebie
Zanim ciało zacznie krzyczeć, już dawno zapłaciło swoją część rachunku.
Ciało nie psuje się bez powodu. Ono reaguje na koszty, których nie chciałyśmy widzieć.
Dlatego w tym module przechodzimy z „głowy” do „ciała. W poprzednich modułach zobaczyłyśmy, skąd wzięła się siła: z historii, z relacji, z kontraktów, z konieczności przetrwania. Zidentyfikowałyśmy nasze rany, maski zbroje, czyli nasze strategie, które przyjmujemy, żeby nie być ponownie zranione. Policzyłyśmy już koszt ich noszenia.
Teraz czas na miejsce, które nie analizuje, nie racjonalizuje i nie negocjuje…czyli na
Nasz ciało.
Celem tego modułu jest odzyskanie kontaktu z ciałem jako Twoim sprzymierzeńcem, który jest na tyle mądry, że zanim głowa się zorientuje, że się nadużywasz, poświęcasz - to Twoje ciało wie pierwsze i już do Ciebie gada! Tylko my w kołowrotku życia i pracy nie słuchamy i nie słyszymy lub nawet w ekstremalnych przypadkach zagłuszamy jego głos – brakiem uważności, nieświadomością lub zwykłym bagatelizowaniem sygnałów- objawów. My same – w tym ferworze życia i pracy najczęściej nie zauważamy swoich emocji, ale nasze ciało je doskonale czyta, zapamiętuje, przetwarza i daje nam znać o tym które z tych emocji tłumimy. Dlatego warto go słuchać.
Im wcześniej nauczysz się je słyszeć, tym rzadziej będzie musiało krzyczeć.
Połączenie ciała z emocjami nie jest żadną metaforą ani ezoterycznym wymysłem. O tym jak ważna jest ta relacja świadczy fakt, że powstała nawet odrębna dziedzina nauki zwana psychosomatyką, która zajmuje badaniem i leczeniem wzajemnych powiązań między psychiką (umysłem, emocjami) a ciałem (somą). Jej głównym założeniem jest to, że stany emocjonalne, stres, konflikty wewnętrzne oraz procesy psychiczne mogą wywoływać, podtrzymywać lub zaostrzać fizyczne objawy chorobowe. Gdy przez długi czas żyjemy w napięciu, przeciążeniu lub ignorujemy swoje granice, ciało zaczyna wysyłać sygnały ostrzegawcze.
Objawy w naszym ciele nie są problemami do uciszenia – są informacją do usłyszenia i odpowiedzią ciała, na to czego doświadczyło wcześniej na poziomie emocjonalnym. Po tej części kursu powinnaś być jeszcze bardziej uważna i zacząć widzieć, co mówi do Ciebie Twoje ciało i wreszcie zacząć mu wierzyć. Bo ciało nie zaczyna mówić do Ciebie i nie psuje się bez powodu. Ono protestuje, gdy zbyt długo żyjemy wbrew sobie.
Silna kobieta bardzo często nie zauważa swoich emocji, ale jej ciało ich nie ignoruje.
Na koniec tego modułu dostaniesz BONUS w postaci najczęstszych objawów psychosomatycznych wraz z informacjami o czym nasze ciało chce nam powiedzieć bezpośrednio i metaforycznie.
Ciało jest naszym systemem wczesnego ostrzegania. Ciało mówi wcześniej, zanim głowa przyzna, że to za dużo. Ciało na bieżąco informuje nas o kosztach, jakie ponosimy i jest niczym osobisty czujnik przeciążenia. Wysyła nam sygnały, zanim dojdzie do awarii. Ciało jest lustrem naszego tempa życia i napięć z nim związanych.
Nie wiem, jak Ty masz, ale ja na swojej ścieżce rozwoju która miała mnie doprowadzić do tego, żebym z silnej Wojowniczki – tej co „zawsze daje radę” – stanę się mądrą kobietą w mocy - całkowicie ignorowałam moje ciało. Owszem zwracałam na nie uwagę, ale głównie pod względem estetyki. Bez problemu zauważałam, że: jestem gruba, że pojawiło mi się dużo nowych zmarszczek, że wolałabym mieć bardziej wystające kości policzkowe, że chciałabym mieć dłuższe nogi, szczuplejsze uda… i długa lista innych niedoskonałości i pobożnych życzeń w kwestii mojego ciała.
Te sygnały widziałam codziennie rano i wieczorem stając przed lustrem jednak pozostałe – te naprawdę ważne sygnały, które wysyłał mi mój system wczesnego ostrzegania całkowicie ignorowałam. A moje barki, lędźwie, szczęka, brzuch, krzyczały do mnie: „Halo Aśka – jesteśmy tu! Bez nas nic nie zrobisz… zobacz jaką cenę za chwilę zapłacisz za bycie silną, samodzielną, niezależną! Jednak ja byłam uparta moja narracja była standardowa – tak jak zazwyczaj ma to miejsce u silnych kobiet: „każdemu coś tam dolega”, „samo przyszło samo przejdzie”, „nie mam czasu chorować”… to była moja narracja…
Ta część kursu jest ważna, bo ja sama zaczynając pracę sama ze sobą, kiedy postanowiłam swoja siłę zamienić na MOC przegapiłam ten ważny element – jakim było moje ciało. Zapłaciłam za to bardzo wysoka cenę. 2 razy skończyłam w szpitalu – 2 razy byłam praktycznie jedna nogą … w miejscu, gdzie można wreszcie odpocząć… a właściwie udać się na wieczny spoczynek.
Przez lata bycia kobieta sukcesu, panią Dyrektor, prezes, matka, partnerką, przyjaciółką doprowadziłam swój organizm do wyniszczenia, spustoszenia, zaniedbania, ekstremalnego napięcia. I nie chodzi tu o zwykły brak aktywności fizycznej … tylko o ignorowanie i umniejszanie sygnałów, które wysyłało moje ciało. A ono przemawiało do mnie bardzo głośno: chroniczne zapalenie płuc (przez kilkanaście lat 2-3 razy w roku), nieustający ból w lędźwiach, spięcie szyi i karku, ciągłe chrząkanie, w czasie stresu „gula” w gardle, zaparcia, bóle brzucha jak przed klasówką w szkole.
Dopiero podczas trzeciego pobytu w szpitalu zrozumiałam, ze Moje ciało zawsze wie pierwsze. Zanim Ty nazwiesz to zmęczeniem, stresem, „gorszym dniem” czy „po prostu dużo się dzieje” — ciało już dawno podnosi rękę i domaga się Twojej uwagi.
I ja nie chcę, żebyś Ty tę rękę uciszała.
Bo jeśli jesteś kobietą, managerką, mamą, która dowozi i ogarnia i pędzi w kołowrotku życia i pracy, to istnieje ryzyko, że masz w sobie wytrenowaną umiejętność… ignorowania sygnałów... bo inaczej byś tego nie przetrwała! Ignorujesz te sygnały bynajmniej nie z lenistwa, lecz z odpowiedzialności, z lojalności, z tego, że „nie ma, kiedy”, z tego, że przez lata nie widziałam tych sygnałów i przecież nic złego się nie stało.
Tylko, że ciało nie negocjuje w nieskończoność. Ono nie robi dramatu. Ono gromadzi wszystkie dane. Zbiera każdą informację o Twojej stłumionej emocji, o każdej zadanej ranie, o Twoim lęku, o Twojej frustracji, rozczarowaniu, ono zapamiętuje każdą Twoją myśl, którą sobie "dowaliłaś" i każde zdanie krytyki.
I ta lekcja jest dokładnie o tym: nauczyć Cię czytać dane z ciała jak z konsoli kontrolek. Nie po to, żebyś się rozklejała czy użalała nad sobą... Ty przecież nie pozwalasz sobie na to, bo "musisz" być silna! Po to, żebyś mogła korzystać z ciała jako z Twojego osobistego systemu ostrzegawczego i mogła świadomie i zareagować wcześniej, a nie jak przysłowie mówi..."mądry Polak po szkodzie". Po to, żebyś zwróciła na siebie sama wcześniej uwagę i zaczęła być dla siebie troskliwa i życzliwa - taka jak potrafisz być dla innych. Żebyś mogła tak jak nakazują w samolocie założyć maskę tlenową - najpierw sobie, a dopiero potem innym.
Wiele kobiet myli te dwa stany, bo oba wyglądają jak „ogarnianie”.
Moc ma w sobie oddech. Jest w niej kontakt ze sobą. Jest decyzja. Jest miejsce na „zrobię to po kolei”. Jest miejsca na zadbanie o siebie.
Przetrwanie ma w sobie spięcie, przyspieszenie, czujność i presję. Jest w nim „muszę”. Nawet jeśli na zewnątrz wszystko wygląda elegancko i do twarzy jest przyklejony uśmiech numer 8 to to jest tylko maska, pod którą ukrywamy nasze prawdziwe "Ja".
I chcę, żebyśmy dziś nie robiły z tego moralnej historii o tym, jaka powinnaś być.
To jest lekcja o rozpoznawaniu stanu. Bo stan decyduje o tonie, o reakcjach, o tym, jak rozmawiasz z ludźmi, jak podejmujesz decyzje i czy wracasz wieczorem do siebie… czy tylko „wracasz do domu”.
Wyobraź sobie, że Twoje ciało jest samochodem, którym codziennie jedziesz przez dom, rodzinę, firmę, przez zespół, przez deadline'y, przez konflikty, przez małe i duże decyzje.
Jeśli na desce rozdzielczej zapala się kontrolka, masz trzy opcje:
W trybie przetrwania najczęściej robimy opcję 1 albo 2 — bo „przecież jadę”, „przecież działam”, „przecież dowożę”.
Tylko że dowożenie to nie dowód, że wszystko jest OK. To dowód, że masz siłę. I często właśnie to jest pułapka.
Oto najczęstsze „kontrolki” (nie wszystkie naraz, czasem dwie, czasem jedna, ale powtarzalna):
To nie etykietki i to nie jest „znowu sobie nie radzę” to są dane.
To jest informacja: mój system jest w mobilizacji.
Jest taki sposób, który zamienia ewentualne poczucie wstydu związane z tym, "że coś jest ze mną nie tak" na świadomy odbiór informacji. Wystarczy, że odpowiesz sobie na pytanie:
Co mój organizm próbuje dla mnie zrobić, kiedy wchodzi w napięcie?
Bo napięcie nie jest głupie. Napięcie jest strategią.
Chroni Cię przed chaosem, przed oceną, przed konfliktem. Chroni Cię przed tym, żeby się nie rozsypać, kiedy nie ma przestrzeni na słabość.
To podejście jest ważne, bo daje Ci współczucie do siebie bez rozmiękczania.
Współczucie nie jest „odpuszczaniem” tylko jest odzyskiwaniem wpływu i sprawczości.
W literaturze rozwojowej często jest mowa o mechanizmach, schematach, które potocznie nazywasz „moim charakterem” albo „moim stylem pracy”, a tak naprawdę są to po prostu twoje dawne strategie przetrwania (najczęściej z dzieciństwa). Mówiłyśmy o tym szerzej przy module o maskach i zbrojach.
Niestety te mechanizmy, schematy i przekonania nieświadomie przenosimy w nasze dorosłe życie. I pomimo tego, że kiedyś były one genialne, kiedyś Ci służyły, być może dzięki nim przetrwałaś, dorosłaś i osiągnęłaś sukces i doszłaś do miejsca, w którym jesteś, to dzisiaj cena za ich stosowanie jest zbyt wysoka i one już nie służą Tobie ani Twojemu ciału.
Tak było dokładnie ze mną… pamiętacie opowiadałam Wam swoją historie o swoim dzieciństwie i o tym jak często chorowałam na zapalenie płuc? Dzisiaj z perspektywy czasu już wiem, wtedy mój organizm dawał mi znać, że coś jest nie tak jak powinno być. Psychosomatyka wyraźnie mówi o tym, że płuca chorują wtedy, kiedy mamy dużo stłumionych emocji żalu i głębokiego smutku i/lub kiedy mamy lęki dotyczące zagrożenia lub trudności w stawianiu granic. Dopiero jak uporałam się z tymi stłumionymi emocjami na psychoterapii i na warsztatach rozwojowych – moje płuca przestały dawać o sobie znać. Nie miałam zapalenia płuc od 7 lat. Przypadek? Nie wiem, zostawiam To twojej decyzji. Nie wiem, czy ty wierzysz w przypadki. Ja wiem, że nic nie dzieje się bez przyczyny i że nie ma przypadków – wszystko dzieje się po coś.
Nie będziemy dziś „regulować”, „resetować”, „robić pauzy” ani niczego, co jest tematem kolejnych lekcji.
Dzisiaj robimy jedną rzecz: uczymy się rozpoznawać sygnał, zanim przerodzi się w stan.
To jest metoda „Minuta Mocy” - bo moc zaczyna się od zauważenia, nie od działania):
Krok 1 — Zauważ (30 sek):
Gdzie w ciele jest dyskomfort? Co zauważasz jako pierwsze? Szczęka? Kark? Brzuch? Oddech?
Krok 2 — Nazwij bez oceny (30 sek):
„Jest napięcie.” „Jest ściśnięcie.” „Jest przyspieszenie.” „Jest ból”. „Jest blokada”
Tylko proszę nie mów: „znowu przesadzam”. „jestem słaba”. Twoim zadaniem jest tylko stwierdzenie faktu.
Krok 3 — Skala (30 sek):
Nie licz, nie analizuj, nie myśl o tym dyskomforcie, tylko go poczuj. Użyj skali od 1 do10, gdzie jeden to najmniej, a 10 jest tego dużo. I teraz tylko zauważ, ile tego jest?
To wszystko.
To jest jak pierwsze dni z zegarkiem, który mierzy tętno: nie zmieniasz jeszcze nic — uczysz się widzieć, kiedy rośnie.
Jak to wykorzystać w praktyce.
Możesz „Minutę Mocy” wykorzystywać na co dzień w trudnych momentach:
I teraz ważne: dzisiaj nie zmieniasz zachowania. Dzisiaj uczysz się łapać moment „tuż przed”. To jest fundament. Bo bez fundamentu wszystko, co zrobimy później, będzie tylko kolejną techniką, którą będziesz próbowała wykonywać idealnie.
Jeśli miałabym Ci zostawić jedno zdanie na dziś, to byłoby to:
„Moje ciało nie przesadza. Ono mnie informuje.”
I tę informację my będziemy traktować poważnie — spokojnie, metodycznie, bez dramatu. Bo to jest właśnie dojrzała siła czyli moc..
Twoje zadanie po tej lekcji to nie „zmiana życia”.
Twoje zadanie to: przez 3 dni z rzędu raz dziennie zrobić sobie „Minutę Mocy” i zapisać:
Tylko i aż tyle.
Do tej lekcji daję Ci dodatkowe bonusy, które możesz sobie wydrukować i z nich korzystać. Daje Ci do dyspozycji:
W kolejnym module – zajmiemy się jeszcze większymi wyzwaniami dla silnej kobiety, a mianowicie – stawianiem granic.
Skanowanie ciała – wybierzcie osobę z przeciwka, popatrzcie w oczy, uśmiechnijcie się do siebie – oddychajcie… zamknijcie oczy i skupcie uwagę na swoim ciele.
Stopy – gdzie by chciały iść, a nie mogą? Co je powstrzymuje?
Kolana – przed kim lub czym nie chcą klękać?
Uda, są zawsze 2 uda… albo się uda, albo nie. co się uda, a co nie? jak zazwyczaj myślicie? O którym udzie, czy tym co się uda, czy tym co nie uda?
Penis, vagina – jak się czują? Pulsacja… sprawdźcie czego pragną?
Brzuch – jakie są w nim nagromadzone i nieuwolnione emocje? Co w nim chowacie? Złość, żal, smutek, rozczarowanie, agresję? Co gromadzicie w brzuchu? Co Was powstrzymuje przed okazaniem tych emocji, wobec kogo najbardziej nie uwalniacie tych emocji?
Serducho – za czym tęskni Wasze serce? Do kogo lub czego bije najbardziej rytmicznie? Do kogo lub czego się wyrywa z piersi? Kiedy jest spokojne? Kto daje mu ten spokój?
Gardło – czego ono nie mówi, co chce wykrzyczeć?
Oczy – czego nie chcą widzieć? Co powoduje, że błyszczą i pojawia się w nich iskra?
Głowa – jakie mieszka w nim ego? Zdrowe, które idzie za tym co kocha i co go interesuje, czy chore, które działa na ranie upokorzenia i chce ciągle coś udowadniać?
Jak to było mieć taką relację, w której dusza śpiewa? Czego mi dzisiaj brakuje, żeby śpiewała, co już mam, że sobie podśpiewuję? – 10 minut
Psychosomatyka to podejście, które pokazuje, że ciało i emocje tworzą jeden system.
To interdyscyplinarna dziedzina nauki zajmująca się związkiem między psychiką (emocjami, stresem, przekonaniami) a ciałem i jego objawami. Zakłada, że nasz stan emocjonalny i długotrwałe napięcie psychiczne mogą wpływać na funkcjonowanie organizmu i prowadzić do objawów fizycznych. Gdy przez długi czas żyjemy w napięciu, przeciążeniu lub ignorujemy swoje granice, ciało zaczyna wysyłać sygnały ostrzegawcze.
Objaw nie jest problemem do uciszenia – jest informacją do usłyszenia.
Ten dodatek do modułu kursu „Ciało jako system wczesnego ostrzegania” pokaże Ci, że ciało reaguje na przeciążenie psychiczne wcześniej, niż jesteśmy tego świadome.
Objaw nie jest wrogiem. Jest sygnałem.
Silna kobieta często:
Ciało tego nie ignoruje i zaczyna mówić poprzez:
W Twoim języku można to nazwać: Ciało wystawia fakturę za długotrwałe „dam radę”.
Bardzo ważne jest rozróżnienie, że psychosomatyka nie oznacza, że:
To oznacza, że Twój przewlekły stres i życie ponad granicami i w trybie „muszę” mają realny, fizjologiczny wpływ na układ nerwowy, hormonalny i odpornościowy.
To jest biologia, nie metafizyka.
Ciało nie psuje się bez powodu. Ono reaguje na to, jak długo żyłaś w trybie „muszę”.
Temat: kontrola, presja, nadmiar myślenia
Metafora: „Za dużo w mojej głowie. Za mało przestrzeni.”
👉 często u osób, które: wszystko analizują, chcą mieć plan na wszystko, nie pozwalają sobie „nie wiedzieć”
Temat: tłumiona złość, niewypowiedziane „nie”
Metafora: „Zaciskam się, żeby wytrzymać.”
👉 ciało mówi: „Ile jeszcze będziesz gryzła się w środku, zamiast powiedzieć?”
Temat: brak przestrzeni, lęk, smutek
Metafora: „Nie mam czym oddychać.”
👉 często u kobiet, które: żyją „na wdechu”, nie dają sobie prawa do pauzy, dźwigają za dużo odpowiedzialności
Temat: przeciążenie emocjonalne, brak wsparcia
Metafora: „Za dużo daję, za mało dostaję.”
👉 pytanie ciała: „Kto dba o mnie, kiedy ja dbam o wszystkich?”
Temat: niepokój, „trawienie” sytuacji
Metafora: „Nie mogę tego strawić.”
👉 często przy: życiu w ciągłej gotowości, trudnych decyzjach, połykaniu emocji zamiast ich wyrażania
Temat: granice, kontrola, puszczanie
Metafora: „Trzymam za dużo.” albo „Nic nie jest bezpieczne.”
👉 ciało mówi: „Albo trzymasz za mocno. Albo wszystko z Ciebie ucieka.”
Temat: odpowiedzialność, ciężar
Metafora: „Za dużo na moich barkach.”
👉 klasyczne u: kobiet-niezastąpionych, tych, które „muszą unieść”
Temat: nadodpowiedzialność, czujność
Metafora: „Ciągle jestem gotowa.”
👉 ciało mówi: „Nie musisz być w pogotowiu cały czas.”
Temat: elastyczność, pokora, zmiana
Metafora: „Nie chcę się ugiąć.”
👉 często przy: oporze przed zmianą, byciu „nieugiętą” za wszelką cenę
Temat: życie wbrew sobie
Metafora: „Już nie mam z czego dawać.”
👉 to nie lenistwo. 👉 to wyczerpany system, nie słaba wola.
Temat: ekspresja, prawda, zatrzymany głos
Metafora: „To, co chcę powiedzieć, zostaje we mnie.”
👉 bardzo częste u kobiet, które: połykają słowa, żeby nie zrobić konfliktu, mówią „w porządku”, kiedy nie jest, nie chcą być postrzegane jako trudne
Pytanie ciała: Co chcę powiedzieć, ale uznałam, że lepiej tego nie mówić?
Temat: dawanie, branie, kontrola
Metafora: „Za dużo trzymam. Za dużo robię.”
👉 często u kobiet, które: wszystko robią same, nie proszą o pomoc, czują się odpowiedzialne za efekt końcowy
Pytania ciała: Czego nie potrafię puścić? Czy umiem nie tylko dawać, ale też brać?
Temat: widzenie siebie i świata, zmęczenie czujnością
Metafora: „Za dużo widzę. Za mało odwracam wzrok.”
👉 bardzo częste u kobiet, które: są stale „na radarze”, przewidują, kontrolują, sprawdzają, nie pozwalają sobie czegoś nie widzieć
Pytania ciała: Na co patrzę za długo? Czego nie chcę zobaczyć w sobie?
Pamiętaj, że:
Ciało mówi wtedy, gdy my milczymy.
Im dłużej je ignorujemy, tym głośniej musi mówić.
Gardło milknie, ręce dźwigają, oczy czuwają —
a ciało płaci rachunek za siłę, która nie ma gdzie odpocząć.
Silna kobieta rzadko „pęka” nagle.
Najczęściej ciało najpierw wysyła sygnały ostrzegawcze.
Co się dzieje fizjologicznie: Długotrwałe pobudzenie układu współczulnego (tryb walki/czuwania) powoduje stałe napięcie mięśni.
Co to często oznacza: „Dźwigam za dużo.” „Nie mogę się rozluźnić.” „Muszę być gotowa.”
To bardzo częsty objaw u: Nadodpowiedzialnej, Kontrolerki, Niezawodnej
Fizjologia: Podwyższony poziom kortyzolu i nadaktywność umysłu.
Psychiczny kontekst: trudność w odpuszczeniu kontroli, nadmierne analizowanie, lęk przed utratą kontroli
Ciało śpi.
Układ nerwowy nadal czuwa.
Fizjologia: Jelita są silnie powiązane z układem nerwowym (oś mózg–jelita).
Częsty komunikat: „Nie trawię tej sytuacji.” „To jest dla mnie za dużo.” tłumiona złość, brak wyrażonych granic
To często objaw u: Ratowniczki, Matki Polki, Kobiety, która nie mówi „nie”
Fizjologia: Przewlekły stres podnosi aktywność układu współczulnego.
Psychiczny kontekst: życie w stałym napięciu, brak poczucia bezpieczeństwa, permanentna gotowość
Ciało mówi: „To tempo mnie przeciąża.”
Badania często są w normie.
Co się dzieje: Organizm jest długo w trybie mobilizacji → potem wchodzi w tryb wyczerpania.
Komunikat: „Za długo dawałam radę.” „Nie regeneruję się.” „Odpoczynek nie jest odpoczynkiem.”
To bardzo typowe dla Wojowniczki.
Często związane z: perfekcjonizmem, presją, tłumioną frustracją
Komunikat: „Za dużo myślenia. Za mało czucia.”
Długotrwały stres wpływa na: cykl miesiączkowy, libido, gospodarkę hormonalną
Silne kobiety często: ignorują sygnały zmęczenia, funkcjonują bez rytmu regeneracji
Ciało traci równowagę.
Bardzo niedoceniany sygnał.
Organizm w trybie przetrwania nie inwestuje w przyjemność.
Komunikat: „Nie czuję się bezpiecznie wystarczająco, by się otworzyć.”
Nie klasyczny objaw fizyczny, ale psychosomatyczny.
To często najbardziej zaawansowany sygnał.
Dusza zaczyna się wycofywać.
Objaw nie jest wrogiem.
Jest informacją o tym, że żyjesz dłużej w napięciu niż w regulacji.
Przewlekłe pobudzenie układu nerwowego.
Silna kobieta często żyje na poziomie 6–7 napięcia jako „normie”.
To nie jest norma. To chroniczny stres adaptacyjny.
Gdyby moje ciało było moim najlepszym sprzymierzeńcem, co próbuje mi powiedzieć tym objawem?
Zadanie na 3 dni: raz dziennie zrobić sobie „Minutę Mocy” i zapisać w dzienniku:
Bonus: przeczytać lub odsłuchać medytację „Cicha rozmowa z ciałem”.
Doskonale! Umiesz słuchać i czytać sygnały z Twojego ciała.
W Module 5 zajmiemy się aktualizacją Twojego głównego oprogramowania i zmianą przekonań!
OTWÓRZ MODUŁ 5
🏷 Odznaka: „Ta, która wybiera świadomie”
W poprzednich modułach zachęcałam Cię głównie do widzenia, rozumienia, uważności, akceptacji, nieoceniania. Do współczucia i bycia dla siebie życzliwą. Do tego momentu ten kurs miał za zadanie wesprzeć Cię w zobaczeniu Ciebie prawdziwej, bez żadnych masek i zbroi. Wierzę, że już taką właśnie siebie widzisz. Jeśli po wszystkich dotychczasowych lekcjach zauważasz, że jest ok, że nie ma obszaru, w którym się nadużywasz, poświęcasz, że Twoje życie jest lekkie i proste to następne moduły możesz sobie śmiało odpuścić. Gratulacje kończysz z odznaką „Słuchająca siebie”. Dziękuję Ci za zaufanie i dotarcie do tego miejsca.
Jeśli jednak poprzednie moduły pokazały Ci, że chcesz realnie coś zmienić w swoim życiu, sprawić by było lżejsze, żebyś była silna – bez konieczności walki i bycia w trybie „muszę” to teraz zaczyna się prawdziwa ZMIANA.
Jeśli decydujesz się iść dalej to wiedz, że kłaniam Ci się nisko i podziwiam Twoją samoświadomość, otwartość na zmianę i wzięcie odpowiedzialności za życie w swoje ręce! Brawo Ty!
Kolejne 2 moduły – to wiedza i praktyczne ćwiczenia, których celem jest Twoja transformacja. Tu będzie potrzebna Twoja cierpliwość i codzienne małe kroki, które będą cię przybliżały do twojej mocy – czyli siły bez walki. Nie oczekuj, że ta zmiana będzie szybka… to niemożliwe to musi być proces i wymaga czasu. Bo wiesz już z poprzednich modułów jak wiele lat i na ilu różnych poziomach stawałaś się tym kim dzisiaj jesteś – czyli silna Kobietą. Więc proces zmiany też potrzebuje czasu. Tu będzie potrzebna wyrozumiałość dla samej siebie.
To co? Jesteś gotowa na pierwszy krok do zmiany? Jeśli tak to zaczynamy!
Przekonania to zdania, które uznajemy za prawdziwe i na ich podstawie podejmujemy decyzje. Nasze przekonania są filtrami, przez które interpretujemy otaczającą nas rzeczywistość. Powstają w naszej głowie, bo nie reagujemy bezpośrednio na fakty tylko na to, co o nich myślimy. Nasze przekonania odpowiadają na pytania:
I choć często są nieuświadomione, mają ogromny wpływ na nasze:
Dwa rodzaje przekonań
Mamy dwa rodzaje przekonań. Jedne nam służą i sprawiają, że życie jest spokojne, lekkie i bezpieczne. Te przekonania to Przekonania wspierające.
Te przekonania nam służą i wspierają – jak sama nazwa wskazuje, ponieważ:
Przykłady:
Wspierające przekonania nie oznaczają naiwnego optymizmu. Oznaczają elastyczność.
Drugim rodzajem przekonań są Przekonania ograniczające, czyli te które:
Najczęściej brzmią jak:
Przykłady:
Ograniczające przekonania bardzo często powstały z dobrej intencji. Kiedyś pomagały nam przetrwać. Problem pojawia się wtedy, gdy to, co kiedyś było naszą strategią ochronną, staje się sztywnym scenariuszem dorosłego życia.
Dlaczego w tym module skupiamy się na przekonaniach ograniczających?
Z bardzo prostego powodu, bo wspierające przekonania nie trzymają Cię w napięciu, więc nie ma sensu ich zmieniać. Ja chcę, żebyś wykonała pierwszy krok w kierunku zmiany od identyfikacji i zmiany niewspierających Cię przekonań, bo one:
Naszym celem nie jest walka z przekonaniami. Naszym celem jest ich aktualizacja.
Nie chodzi o to, by zmienić siebie. Chodzi o to, by zmienić zdania, według których siebie oceniasz.
Skupmy się zatem na tych ograniczających nas przekonaniach.
Czym one są?
Ograniczające przekonania to wewnętrzne przesłania, które przyjmujemy jako prawdę o sobie, o innych ludziach oraz o świecie. Są to często podświadome myśli i założenia, które kształtują nasze postrzeganie rzeczywistości i mogą wpływać na nasze decyzje, zachowania oraz możliwości w życiu. Mogą one pochodzić z różnych źródeł, takich jak wczesne doświadczenia życiowe, kultura, wychowanie, media oraz otaczające nas osoby.
Przykład:
Jeśli jako dziecko doświadczyłaś, że musiałaś być odpowiedzialna szybciej niż inne dzieci, mogło powstać przekonanie: „Muszę radzić sobie sama.”
I dobrze, że wtedy powstało takie przekonanie, bo wtedy to przekonanie „muszę sobie radzić sama” Cię uratowało – przetrwałaś. Problem zaczyna się wtedy, gdy to, co kiedyś było strategią przetrwania małej dziewczynki, zaczyna sterować Twoim dorosłym życiem. Bo przekonanie niestety nie siedzi tylko w głowie. Ono uruchamia emocje, napięcie w ciele i konkretne zachowania. Na przykład przekonanie: „Muszę być niezawodna.” powoduje:
I tak latami pielęgnujesz w sobie to przekonanie i coraz bardziej się nadużywasz.
Przekonania działają na poziomie naszej podświadomości i zazwyczaj jest tak, że silna kobieta nawet nie wie, że działa z poziomu już niewspierających jej przekonań. Ta kobieta zazwyczaj myśli, że to jej „charakter”. Właśnie dlatego ograniczające przekonania moim zdaniem są jedną z najtrudniejszych i zarazem najważniejszych części tego kursu. Z mojego własnego doświadczenia identyfikacja i zmiana ograniczających mnie przekonań była pierwszym milowym krokiem na mojej ścieżce rozwoju i przejścia ze stanu Wojowniczki, Matki Polki, Prymuski w stan Mądrej Kobiety.
Przekonania nie są oderwanym od całości elementem. Ja sama zrozumiałam jak bardzo są ważne i elementem jakiej większej układanki są dopiero wtedy jak poznałam model logicznych poziomów zmiany – czyli Piramidę Diltsa. Podzielę się teraz z Tobą tą wiedzą, bo wierzę, że on pomoże Tobie, tak samo jak pomógł mi w zmianie mojego życia.
To model rozwojowy, który pokazuje, na jakich poziomach funkcjonujemy jako ludzie i na jakim poziomie zachodzi realna zmiana. To model używany w coachingu, psychologii rozwoju i pracy z przekonaniami.
To hierarchiczny model sześciu poziomów funkcjonowania człowieka:
Im niżej w piramidzie, tym poziom jest głębszy i bardziej wpływowy.
Piramida Diltsa służy do diagnozowania problemów. Na przykład, jeśli kobieta mówi:
„Nie potrafię stawiać granic.” - to może to wyglądać jak zwyczajny brak na poziomie jej umiejętności, ale gdy sprawdzimy poziom przekonań to często okazuje się, że tam jest lęk, że „Jeśli odmówię, stracę relację.”, a jeszcze głębiej - na poziomie tożsamości:
„Jestem tą, która musi być niezawodna.”
Ten przykład na tym obrazku piramidy Diltsa jako góry lodowej – wyglądałby tak:
Piramida pomaga zobaczyć, na jakim poziomie naprawdę jest problem.
To co robimy naturalnie to najczęściej próbujemy zmieniać to co na obrazku góry lodowej wystaje nad powierzchnie wody – czyli jest widoczne gołym okiem:
Ja sama tak robiłam – przez 34 lata życia zawodowego zmieniłam prace 35 razy. I myślicie, że nie lubiłam swojej pracy? Nie, zmieniałam ją, bo wkurzali mnie moi szefowie, czyli moje środowisko, ich zachowania i moje emocje, które się w związku z tym pojawiały. Czułam się, że jestem nic nie warta, nie doceniona, nie słuchana… I dopiero kiedy zrozumiałam, że jeśli ja sama nie zmienię moich przekonań o mnie samej to nigdy nie zagrzeję miejsca w jednej firmie. Zajęło mi to lata, ale dzisiaj ja sama wiem, ze jestem mądra, doświadczona – nie potrzebuje potwierdzenia tych faktów od moich szefów… Moje poczucie własnej wartości jest na właściwym poziomie wiec akceptuje siebie taka jaka jestem, ze wszystkimi moimi talentami i obszarami do rozwoju. Zmieniłam się też na poziomie tożsamości, bo z Wojowniczki – stałam się Mądrą Kobieta w Mocy… Kiedyś nigdy nie nazwałabym się Mądrą Kobietą… - bo moje przekonania, że:
nie pozwoliłoby mi na to.
Także ta historia pokazuje dokładnie tą zależność, że jeśli zmiana następuje tylko na tych wyższych - jeśli ograniczymy się tylko do nich i nie zmienimy się na poziomie naszych przekonań czy tożsamości to zmiana będzie krótkotrwała. I odwrotnie model pokazuje, że zmiana na niższym poziomie (np. przekonań) wpływa automatycznie na poziomy wyższe. Jeśli zmienisz przekonanie: „Muszę radzić sobie sama.” na „Mogę prosić o wsparcie i nadal być kompetentna.” Zachowanie zacznie się zmieniać naturalnie, bez wysiłku
Ja bardzo często w mojej pracy spotykam się z kobietami, które przychodzą i mówią mi: „Aśka – naucz mnie stawiać granice, ja chcę być asertywna” I ja oczywiście mogłabym pokazać im różne metody komunikacji, zasugerować nowe nawyki, wytłumaczyć mechanizmy, ale to prawie nigdy nie działa w praktyce. Dopiero jak w czasie naszych spotkań schodzimy na poziom: „Jakie jest twoje niewspierające Cię przekonanie, które powoduje, że nie potrafisz być asertywna i stawiać granic? To wtedy się okazuje, że to nie chodzi o brak umiejętności tylko o lęk, że jak zacznę odmawiać – to ludzi przestaną mnie lubić. I wtedy pracujemy nad zmiana tego przekonania, a jak ono się zmieni – to wtedy nowe nawyki i zachowania pojawiają się same z siebie.
Model Diltsa pokazuje nam, że przekonania są fundamentem do zmiany, ale to jeszcze nie oznacza, że da się je zmienić, bo wiele kobiet dalej zaprzecza i myśli:
I tu mam dobrą wiadomość, bo zmiana przekonań nie jest tylko kwestią motywacji.
Jest też kwestią wprowadzania w życie nowych mechanizmów i nowych strategii działania.
Zmiana ograniczających przekonań to proces, który wymaga zaangażowania i czasu. Jednak dzięki odpowiednim strategiom można skutecznie przekształcić te negatywne myśli w pozytywne przekonania, które wspierają rozwój osobisty i zawodowy. Oto kilka sposobów pracy z ograniczającymi przekonaniami, z uwzględnieniem coachingu:
Identyfikacja ograniczających przekonań
Pierwszym krokiem jest rozpoznanie, jakie dokładnie przekonania działają na naszą niekorzyść. Coaching może tu pełnić kluczową rolę, ponieważ coach, poprzez zadawanie pytań, może pomóc w uświadomieniu sobie tych przekonań. Sesje coachingu mogą prowadzić do głębszej introspekcji i odkrycia podstawowych przekonań, które kierują naszymi działaniami.
Zrozumienie pochodzenia przekonań
Ważne jest, aby zrozumieć, skąd się wzięły nasze ograniczające przekonania. Często mają one źródło w wczesnym dzieciństwie. Dlatego w tym kursie sporo czasu spędziłaś na lekcjach, których zadaniem była identyfikacja tych momentów i zrozumieniu, jak przeszłe doświadczenia wpłynęły na obecne przekonania i życie.
Kwestionowanie i zmiana narracji
Kiedy już zidentyfikujemy i zrozumiemy nasze ograniczające przekonania, możemy zacząć je kwestionować. Zadawanie pytań typu „Czy to prawda?”, „Czy mam dowody na poparcie tego przekonania?” może pomóc w osłabieniu ich wpływu. Ze swojego doświadczenia wiem, że do kwestionowania swoich własnych przekonań jest potrzebny wytrawny „Sparring Partner/ka” Bo samemu bardzo trudno pracować nad tworzeniem nowej, bardziej pozytywnej narracji. Ja sama potrzebowałam do tego trudnego zadania kogoś obiektywnego, dlatego korzystałam ze wsparcia terapeuty i coacha.
Ustalanie nowych, wspierających przekonań
Jest to etap, na którym z pomocą „Sparring Partnera” formułuje się nowe przekonania, które są bardziej zgodne z naszymi celami i wartościami. To działanie polega na zastąpieniu starych, ograniczających przekonań nowymi, które otwierają nas na możliwości i wzmacniają nasze poczucie kompetencji.
Wizualizacja i afirmacja
Techniki wizualizacji i afirmacji to potężne narzędzia, które mogą pomóc w utrwaleniu nowych przekonań. Regularne praktyki, w których wyobrażamy sobie siebie osiągających sukcesy, powtarzamy pozytywne afirmację i odczuwamy emocje związane z tymi sukcesami, mogą z czasem zmienić nasze podświadome przekonania.
Działanie w kierunku zmiany
Zmiana przekonań wymaga również działania. Chodzi o stworzenie planu, który pozwoli Ci na praktyczne zastosowanie nowych przekonań w życiu codziennym. To może obejmować np. wyznaczenie i realizacja małych celów, które są zgodne z nową, pozytywną narracją.
Refleksja i dostosowanie
Proces zmiany przekonań to ciągła i nieustająca refleksja nad postępami i dostosowanie strategii. To uważność na CUD. Tu też warto mieć „Sparing Partnera” przynajmniej na początku, bo takie spotkania mogą być przestrzenią do oceny, co działa, a co wymaga korekty, oraz do świętowania osiągnięć, co dodatkowo wzmacnia nowe, pozytywne przekonania.
Poszukiwanie wsparcia i proszenie o po-MOC.
Nie należy lekceważyć wartości wsparcia ze strony innych ludzi. Grupa wsparcia, bliscy przyjaciele czy rodzina mogą zapewnić dodatkową motywację i perspektywę.
Budowanie nawyków
Zmiana ograniczających przekonań to również proces budowania nowych nawyków myślenia i działania.
Zwiększanie świadomości emocjonalnej
Ograniczające przekonania często są związane z negatywnymi emocjami. Praca z z terapeutą lub coachem może pomóc w lepszym rozumieniu i zarządzaniu emocjami, co jest kluczowe w procesie przekształcania przekonań.
Eksploracja wartości i celów
Eksploracja osobistych wartości i celów, które są niezwykle ważne w procesie zastępowania ograniczających przekonań. To one stanowią fundament dla nowych, konstruktywnych przekonań.
W pracy z ograniczającymi przekonaniami ważna jest cierpliwość i wytrwałość. Każdy krok, nawet najmniejszy, w kierunku zmiany jest wartościowy i przybliża nas do życia,
Jak sama widzisz jest wiele metod zmieniania niewspierających przekonań. Jedne są bardziej naukowe inne bardziej magiczne, ja osobiście praktykowałam chyba już wszystkie – od pracy z energią, podświadomością, hipnozą, dzisiaj jednak chcę ci pokazać 3, te najbardziej opierające się na nauce.
Neuroplastyczność mózgu to zdolność mózgu do tworzenia nowych połączeń neuronalnych i zmieniania już istniejących pod wpływem doświadczeń, myśli i powtarzanych zachowań.
Oznacza to, że to, co regularnie myślisz i robisz, wzmacnia określone „ścieżki” w mózgu. Tak samo możliwe jest budowanie nowych, bardziej wspierających sposobów reagowania.
Piramida Diltsa mówi nam, gdzie leży zmiana, a neuroplastyczność pokazuje nam, że zmiana jest możliwa.
Neuroplastyczność mówi, że to, co powtarzamy, wzmacnia połączenia neuronalne.
Jeśli przez 20 lat powtarzałaś: „Nie mogę zawieść”. Twój mózg zautomatyzował tę ścieżkę i na co dzień działasz automatycznie, na szczęście mózg może tworzyć nowe ścieżki, ale pamiętaj – to nie dzieje się magicznie np. przez jednorazową afirmację! To jest możliwe tylko przez wielokrotnie powtarzane doświadczenie nowej reakcji.
Pewnie zapytasz teraz – to ile razy mam powtarzać nowy nawyk, nowe zachowanie, żeby neuroplastycznosc zadziałała?
Nie ma jednej magicznej liczby.
Badania nad tworzeniem nawyków (np. Phillippa Lally, University College London) pokazują, że utrwalenie nowego nawyku zajmuje średnio ok. 66 dni, ale zakres wahał się od 18 do nawet 254 dni – w zależności od:
Czyli: to nie liczba dni jest kluczowa, tylko regularność i powtarzalność w podobnym kontekście.
Przykład z życia – zmiana nawyku „biorę wszystko na siebie”
Sytuacja wyjściowa
Kobieta ma utrwalony schemat:
„Muszę być niezawodna.”
Automatyczny wzorzec:
Ktoś prosi o pomoc → napięcie → zgadzam się → przeciążenie.
Ta reakcja jest szybka, prawie bezrefleksyjna.
To jest utrwalona ścieżka neuronalna.
Co robi neuroplastyczność?
Za każdym razem, gdy powtarzasz tę samą reakcję, wzmacniasz połączenie neuronalne.
Mózg uczy się: „To jest bezpieczne. Tak reagujemy.”
Ale gdy zaczynasz robić coś innego – nawet małego – tworzysz nową ścieżkę.
Nowa reakcja
Ta sama sytuacja:
Ktoś prosi o pomoc.
Nowy mikrokrok:
– zatrzymanie (3 sekundy),
– świadomy oddech,
– zdanie: „Sprawdzę i dam znać.”
To nie jest jeszcze wielka granica.
To tylko przerwanie automatu.
Ale jeśli powtórzysz to:
mózg zaczyna uznawać nową reakcję za realną alternatywę.
Co się dzieje w mózgu?
To właśnie jest neuroplastyczność:
Neurony, które aktywują się razem – łączą się razem.
Kluczowe czynniki, które przyspieszają zmianę
Co możesz powiedzieć w kursie
Zmiana przekonań nie dzieje się dlatego, że zrozumiałaś coś intelektualnie.
Dzieje się wtedy, gdy kilkadziesiąt razy zareagujesz inaczej niż zwykle.
Nie przysłowiowe 21 dni. Nie jedno postanowienie.
Tylko powtarzalne doświadczenie nowego wyboru.
Próbuj zatem – małymi krokami, ale próbuj! Wierzę, że potrafisz to zrobić – bo masz świetną motywację – żeby uczynić twoje życie lżejszym.
Czym jest CBT?
CBT (Cognitive Behavioral Therapy) to terapia poznawczo-behawioralna - jedno z najlepiej przebadanych podejść psychologicznych na świecie.
Opiera się na prostym założeniu: To nie sytuacja wywołuje nasze emocje i reakcje.
To interpretacja tej sytuacji.
Innymi słowy: Nie reagujemy na fakty. Reagujemy na znaczenie, które im nadajemy.
Na przykład Twój szef mówi na spotkaniu: „Musimy to jeszcze dopracować.”
Fakt jest taki, że: padło zdanie o konieczności dopracowania projektu.
Interpretacja silnej kobiety – zwłaszcza perfekcjonistki będzie taka, że:
„O kurcze! To znaczy, że nie zrobiłam tego wystarczająco dobrze.” „Znowu za mało.”
„Nie mogę zawodzić.”
Efektem tej interpretacji będzie: napięcie w brzuchu, wieczorne poprawianie prezentacji do 23:30, brak snu.
Jak działa model CBT?
Pokazałam to już na przykładzie – w poprzednim akapicie. Przyjrzyjmy się temu jeszcze raz, żeby dobrze to zrozumieć.
Sytuacja → Myśl → Emocja → Reakcja ciała → Zachowanie
Sytuacja: Szef prosi o dodatkowy projekt.
Myśl: „Jeśli odmówię, uzna mnie za niezaangażowaną.”
Emocja: Lęk.
Ciało: Napięcie w brzuchu, przyspieszony oddech.
Zachowanie: Zgoda mimo przeciążenia.
CBT pokazuje, że kluczowy element to myśl.
Jeśli zmieni się myśl, zmieni się cała reszta łańcucha.
Do czego służy CBT?
CBT pomaga:
W kontekście tego kursu CBT służy do:
Dlaczego CBT działa?
Bo gdy zmienia się interpretacja:
CBT nie zmienia świata. Zmienia filtr, przez który go widzisz.
PODSUMOWANIE
To nie sytuacja mnie przeciąża. To znaczenie, które jej nadaję.
Czym są schematy?
Schematy (Jeffrey Young, terapia schematów) to głęboko zakorzenione wzorce myślenia, odczuwania i reagowania, które powstały najczęściej w dzieciństwie.
Można je uprościć tak: Schemat to emocjonalny „program”, który kiedyś pomagał Ci przetrwać, ale dziś może ograniczać.
To nie jest Twoja pojedyncza myśl. To cały pakiet:
Do czego służy model schematów?
Pomaga zrozumieć:
Schemat działa szybciej niż racjonalna analiza. To reakcja automatyczna.
Jak działa schemat? (mechanizm)
Sytuacja → uruchamia schemat → pojawia się intensywna emocja → ciało wchodzi w mobilizację → pojawia się automatyczne zachowanie.
Przykład:
Sytuacja: Ktoś jest z Ciebie niezadowolony.
Schemat: „Muszę zasłużyć na akceptację.”
Emocja: lęk / wstyd.
Ciało: napięcie, przyspieszenie.
Zachowanie: nadmierne tłumaczenie się lub branie winy na siebie.
Schemat nie pyta. On reaguje.
Najczęstsze schematy silnych kobiet
Nie jesteś sama, z mojego doświadczenia, a pracowałam z setkami kobiet i sama kiedyś tak miałam… 70-80% kobiet ma takie same „niezdrowe” schematy działania:
Jak rozpoznać u siebie aktywację schematu?
Schemat można rozpoznać po trzech sygnałach:
Możesz zapytać siebie:
Dlaczego to działa?
Bo schemat traci siłę, gdy:
PODSUMOWANIE
Schemat nie jest Twoją tożsamością. To stara strategia, którą możesz zaktualizować.
Teraz zapraszam do praktycznej części tego modułu – czyli do ćwiczeń. Zadaniem tych ćwiczeń jest identyfikacja twoich niewspierających Cię już przekonań i zrobienie pierwszych malutkich kroków w kierunku ich zmiany. Zapraszam Cię do tworzenia nowych połączeń neuronowych w twoim mózgu, bo dzięki temu Twój CUD będzie szczęśliwy i zdrowy! Miłej pracy!
Ćwiczenie – aktualizacja „oprogramowania”:
Znajdź partnera do dialogu (Sparring Partner) - coacha, mentora, osobę neutralną, bo to bardzo trudne zadanie zrobić samemu.
Aby świadomie dokonać updatu systemu (aktualizacji) musisz:
Wybieraj „małe kroki”. Odzyskuj sprawczość z czystą głową (Model CUD) przed podjęciem automatycznych działań dla otoczenia!
Gratulacje! Twoje oprogramowanie mentalne zostało zaktualizowane.
W Module 6 przejdziemy do praktyki relacyjnej: Granic, które nie są walką, oraz wielkiego Testu Asertywności!
OTWÓRZ MODUŁ 6
🏷 Odznaka: „Sparring Partnerka”
Być może całe życie uczono Cię, że dobra kobieta to taka, która daje.
Daje czas.
Daje uwagę.
Daje wsparcie.
Daje radę.
I przez lata byłaś z tego dumna.
Bo umiałaś.
Bo potrafiłaś.
Bo inni na Tobie polegali.
Tylko że nikt nie nauczył Cię jednej rzeczy.
Jak powiedzieć:
„To jest za dużo."
„Nie teraz."
„Nie mogę."
„Nie chcę."
Więc nauczyłaś się czegoś innego.
Uśmiechu numer osiem.
Tłumaczenia się.
Przepraszania za swoje potrzeby.
Albo… milczenia, a potem wybuchu.
Może znasz ten moment, kiedy mówisz „tak",
a całe Twoje ciało mówi „nie".
Gardło się zaciska.
Brzuch twardnieje.
W środku pojawia się cichy bunt.
Ale Ty i tak mówisz „tak".
Bo przecież… musisz.
Musisz być profesjonalna.
Musisz być dobrą matką.
Musisz być partnerką, na której można polegać.
Musisz być silna.
I może już widzisz, że to „muszę"
kosztuje Cię więcej niż jesteś gotowa dalej płacić.
Granice nie są buntem.
Nie są atakiem.
Nie są egoizmem.
Granice są momentem, w którym przestajesz zdradzać siebie.
I ten moduł nie nauczy Cię walczyć. On nauczy Cię mówić spokojnie.
Bo dojrzała siła nie krzyczy. Ona wybiera.
Granica to informacja o tym, gdzie kończę się ja, a zaczyna się druga osoba.
Granica to nie jest mur, nie atak, nie kara, ani manipulacja. Granica to komunikat:
„Tu jest moje tempo."
„Tu są moje możliwości."
„Tu są moje potrzeby."
„Tu zaczynam ja."
Jeśli stawiamy granice to nie robimy tego przeciwko komuś. To bardzo ważne, żeby to zrozumieć, bo z mojego doświadczenia wiele kobiet myśli, że „Jeśli postawię granicę, to zranię kogoś." A granica przecież nie jest wymierzona w drugą osobę. Ona ma chronić Ciebie, a nie atakować drugą stronę. Stawiając granicę Ty przecież nie mówisz: „Ty jesteś zły." Tylko raczej mówisz: „Ja tego nie zrobię." A to jest ogromna różnica.
Granica to wzięcie odpowiedzialność za samą siebie, ona nie polega na kontrolowaniu innych. Nie brzmi: „Masz przestać tak robić.", tylko „Jeśli to się wydarzy, ja zrobię…"
To jest zupełnie inna dynamika komunikacji. Stawiając w ten sposób granicę Ty nie walczysz tylko wybierasz i dajesz drugiej osobie wybór.
To jest bardzo ważne, żeby traktować granice jako regulacje, a nie reakcje, bo granice stawiane z napięcia brzmią jak atak, granice stawiane z regulacji brzmią jak spokój.
Dlatego dopiero teraz mówimy o tym w kursie, bo Ty z poprzednich modułów już wiesz jak regulować swoje ciało, jak aktualizować ograniczające Cię przekonania i wiesz jak wysoka cenę możesz zapłacić jak będziesz działać bez regulacji. Bo stawianie granic bez wcześniejszej regulacji będzie albo:
Kolejnym wyzwaniem w stawianiu granic jest fakt, że stawianie granic nie wymaga tłumaczenia się. To jest mega trudne dla silnych kobiet, bo one mają tendencję do:
Tymczasem zdrowa granica może brzmieć krótko:
„Nie wezmę tego projektu."
„Nie przyjadę."
„Nie zgadzam się."
Kropka.
To co ważne w takich krótkich i stanowczych komunikatach to Twoja komunikacja niewerbalna – czyli np. ton głosu, spojrzenie, postawa ciała. Zrób sobie mały eksperyment… Stań przed lustrem albo przed kamerą (żeby się nagrać) i teraz wyobraź sobie najpierw siebie wściekłą, która czuje się wykorzystywana i już wielokrotnie przekraczała swoje możliwości, zostawała po godzinach i brała na klatę kolejne zadania… i teraz taka wściekłą powiedz do lutra lub do kamery: „Nie wezmę tego projektu!"
A teraz… weź kilka głębokich oddechów, możesz też poskakać i potrzepać nogami i rękami, żeby pozbyć się tej energii „wściekłości" z Twojego ciała. Wdech, wydech….
I teraz wyobraź sobie sytuację, gdzie od dawna stawiasz małe granice, dbasz o siebie, wiesz, że twój szef Cię ceni, że zdaje sobie sprawę z tego jak ważna i odpowiedzialna jest twoja rola, jak bardzo się angażujesz i chce mając zaufanie tylko do Ciebie dać ci nowy projekt. Ale Twój szef nie ma złej intencji, on po prostu wie, że Ty to zrobisz najlepiej.
I teraz – taka doceniona, ważna, bezpieczna– poczuj to i powiedz do lustra lub kamery: „Nie wezmę tego projektu"
Sprawdź – jak te dwie wersje Ciebie się różnią… Jak zmieniała Ci się postawa ciała, jakim tonem głosu mówiłaś to samo zdanie…
Zauważasz różnicę?
Stawianie granic nie jest brakiem empatii. Możesz powiedzieć „nie" i być ciepła. Możesz odmówić i być życzliwa. Możesz postawić granicę i nadal być w relacji. Granica nie niszczy relacji. Ona eliminuje napięcie, które ją powoli niszczy.
Komunikat granicy, który nie potrzebuje tłumaczenia, ma trzy części. I to jest proste jak konstrukcja mostu 🙂
Po pierwsze: fakt — co jest sytuacją.
Po drugie: granica — co jest Twoją decyzją / zasadą.
Po trzecie: następny krok — co robimy zamiast.
W praktyce to brzmi tak:
„Widzę, że temat jest pilny. Dziś nie wchodzę w to. Wracam jutro do 12:00 z decyzją."
Albo:
„Rozumiem, że chcesz to domknąć teraz. Ja dziś nie zostaję po godzinach. Jeśli chcesz, możemy ustawić 30 minut jutro rano."
Granica nie jest aktem odwagi wobec innych. Jest aktem lojalności wobec samej siebie.
To jest kluczowy moment tego modułu. Bo jeśli zrozumiesz, dlaczego trudno Ci stawiać granice to przestaniesz się obwiniać.
Silne kobiety mają trudność w stawianiu granic nie dlatego, że są słabe, nie dlatego, że nie znają odpowiednich technik, nie dlatego, że są „za miłe" - tylko dlatego, że przez lata coś innego lub ktoś inny był ważniejszy niż one same.
Silna kobieta często opierała swoją tożsamość na funkcji – czyli budowała swoją wartość na byciu:
Granica w systemie takiej kobiety brzmi jak: „Nie wywiążę się ze swojej roli."
Tożsamość tej kobiety brzmi: „Jestem tą, która daje radę."
I to „nie" staje się zagrożeniem dla tożsamości tej kobiety. To już nie jest zwykły komunikat. To jest potężne ryzyko utraty tego, kim jestem.
Jednym z najmocniejszych mechanizmów utrudniających stawianie granic jest lęk przed odrzuceniem. Wiele silnych kobiet nauczyło się, że:
Dlatego stawianie granic może uruchamiać nieświadomy lęk: „Jeśli odmówię, przestaną mnie chcieć."
I ciało natychmiast wchodzi w mobilizację, w stres, w napięcie, a w głowie pojawiają się setki myśli na minutę … czarne scenariusze: co się wydarzy, co ja zrobię jak „przestaną mnie chcieć".
Kolejnym silnym mechanizmem jest schemat poświęcenia siebie, czyli: „Moje potrzeby mogą poczekać.", „Najpierw inni."
Ten schemat niestety historycznie bardzo często był nagradzany społecznie.
Dobra córka.
Dobra uczennica.
Dobra pracownica.
Dobra matka.
Stawianie granic w tym schemacie działania burzy ten obraz. Bo przecież jest nawet takie powiedzenie i książka… „Grzeczne (dobre) dziewczynki idą do nieba, a niegrzeczne (nie dobre) – idą tam, gdzie chcą." A my przecież chcemy być grzeczne – tak nas nauczono, takie były normy społeczne i oczekiwania wobec dziewczynek. Niebo – zwłaszcza w Polsce – katolickim kraju – najwłaściwszym miejscem🙂
Następnym „gwoździem do trumny" w stawianiu granic jest nadmierna odpowiedzialność. Silne kobiety często czują: „To ode mnie zależy." I nawet jeśli ktoś mógłby wziąć tą odpowiedzialność, one i tak ją przejmują. Granica wtedy brzmi jak:
„Nie zrobię czegoś, co powinnam zrobić."
A to uruchamia poczucie winy.
Pewnie już zauważyłaś, że mechanizmy utrudniające stawianie granic przez silne kobiety praktycznie pokrywają się ze zbrojami, które już masz u siebie dobrze zidentyfikowane. Tak więc idąc tym tropem kolejnym najczęściej spotykanym mechanizmem utrudniającym stawienie granic jest perfekcjonizm, który mówi:
„Powinnam dawać z siebie więcej." Granica mówi: „To wystarczy."
Te dwa zdania się nie lubią i tworzą konflikt wewnętrzny.
Czasem to nie brak odwagi czy jedna z Twoich zbroi utrudnia Ci postawienie granicy, a zwyczajny sygnał z ciała, który w danej sytuacji włączył tryb ochronny w Twoim organizmie. Jeśli Twoje ciało reaguje napięciem, ściskiem w gardle albo przyspieszonym sercem, gdy masz powiedzieć „nie", to nie znaczy, że jesteś słaba.
To znaczy, że Twój system nerwowy interpretuje tę sytuację jako zagrożenie. A nasz organizm jest mądry i zawsze wybierze dla Ciebie bezpieczeństwo.
A dla wielu kobiet bezpieczeństwo oznacza: bycie zgodną, pomocną, bezproblemową, nie bycie trudną, nie ryzykować odrzucenia, nie prowokować konfliktu.
Jakakolwiek granica jest wtedy odczytywana jako potencjalne zagrożenie relacyjne. I wtedy nasze ciało wybiera: uległość albo atak (gdy napięcie przekroczy próg).
Wiele kobiet myśli, że brak granic to:
A bardzo często to po prostu reakcja fizjologiczna.
Ostatnim już elementem, który może być wyzwaniem w stawianiu granic jest mit, w który wierzyłaś przez lata. Nie wynika on z braku jakiejś umiejętności. Jest po prostu mitem – czyli prawdą powtarzaną tak długo i tak często, że prawie wszyscy w to uwierzyli🙂. To mit silnej kobiety. Silna kobieta w tym micie to ta, która radzi sobie sama.
To ta, która nie narzeka, która nie potrzebuje, która ogarnia, która się nie rozsypuje. To kobieta, która jest dzielna, odpowiedzialna, niezawodna.
Tylko niestety w tym obrazie silnej kobiety nie ma miejsca na „nie". Nie ma miejsca na zmęczenie, nie ma miejsca na ograniczenia. Bo jeśli jesteś silna, to przecież dasz radę.
I właśnie tu pojawia się pułapka.
Jeśli Twoja tożsamość została zbudowana wokół bycia „tą, która zawsze daje radę",
to każda granica może być odebrana jak pęknięcie w tym wizerunku.
Granica zaczyna brzmieć jak słabość. Jak egoizm. Jak rezygnacja z bycia „tą dobrą".
A przecież przez lata byłaś za to nagradzana - za Twoją wytrzymałość, za odpowiedzialność i za to, że można było na Tobie zawsze polegać.
Więc kiedy dziś próbujesz powiedzieć „nie", niemal pewne jest, że w środku może pojawić się niepokój: „To nie ja.", „Tak nie wypada.", „Silne kobiety tak nie robią."
Mit silnej kobiety nie mówi wprost, że nie wolno Ci mieć granic.
On subtelnie podpowiada, że nie powinnaś ich potrzebować.
I to właśnie ten mit często sprawia, że zamiast stanąć przy sobie, wybierasz bycie niezawodną. Nie dlatego, że nie wiesz, jak postawić granicę.
Ale dlatego, że przez lata uczono Cię, że prawdziwa siła polega na wytrzymywaniu.
Nie masz problemu z granicami. Masz historię, która nauczyła Cię przetrwać bez nich.
Zanim nauczysz się stawiać granice, warto najpierw zobaczyć, jak reagujesz wtedy, gdy ktoś je przekracza. Bo granice to nie tylko słowa, które wypowiadasz. To także sposób, w jaki Twoje ciało i psychika reagują w trudnym momencie.
Często myślimy, że problemem jest brak umiejętności, że nie wiemy, jak powiedzieć „nie" lub że brakuje nam odwagi. A prawda jest taka, że większość z nas reaguje automatycznie. Nie dlatego, że jesteśmy słabe tylko dlatego, że przez lata wytrenowałyśmy określony sposób ochrony samej siebie.
W tym punkcie przyjrzymy się trzem najczęstszym reakcjom na naruszenie granicy.
Nie po to, by się oceniać. Ale po to, by zobaczyć, gdzie dziś jesteś — i z jakiego miejsca zaczynasz. Bo dopiero gdy zobaczysz swój automatyzm, możesz zacząć wybierać świadomie.
Kiedy ktoś przekracza Twoją granicę - świadomie lub nie - Twoje ciało i psychika reagują.
I najczęściej nie jest to świadoma decyzja - to automatyczna reakcja.
Są trzy typowe reakcje naszego organizmu:
Niestety tylko jedna z nich jest dojrzałą formą stawiania granic.
Uległość (postawa pasywna) – znikam
To reakcja, w której:
Na zewnątrz jest spokój. W środku rośnie napięcie. Ciało często reaguje: ściskiem w gardle, napięciem w brzuchu, zmęczeniem po rozmowie.
Uległość chroni relację, ale kosztuje Ciebie. To najczęstsza reakcja silnych kobiet w trybie przetrwania.
Pamiętaj! Zadawalając innych – zdradzamy siebie!
Agresja (postawa agresywna) – atakuję
To reakcja, która pojawia się często po bardzo długim okresie uległości. Kiedy już pozwoliłaś się wykorzystywać przez długi czas. Kiedy napięcie przekroczy próg, pojawia się:
To też jest próba ochrony granicy. Tylko że odbywa się kosztem relacji. Ciało jest wtedy w pełnej mobilizacji. To już nie komunikat. To jest gwałtowna reakcja.
Agresja bywa efektem długo tłumionych „nie".
Asertywność (postawa asertywna) – komunikuję
To reakcja, w której:
Bez tłumaczenia się. Bez ataku. Bez poczucia winy.
Asertywność brzmi jak: „Nie podejmę się tego projektu.", „Nie mam na to przestrzeni.", „Nie zgadzam się."
Krótko. Konkretnie. Spokojnie. To nie jest walka. To wybór.
Jest jeszcze jedna strategia reakcji na naruszanie granic. Klasyczny model jej nie uwzględnia. Ja jednak z pełną świadomością zdecydowałam się Ci ją pokazać, bo myślę, że dość często mamy z nią do czynienia w naszym życiu – zarówno tym zawodowym jak i prywatnym. Ta strategia to manipulacja, czyli ukryta agresja albo agresja pasywna.
Postanowiłam o tym wspomnieć, bo wiele osób:
Wspominam o tym typie reakcji na naruszenie granic, nie bez kozery. To bardzo delikatny temat, ale chyba właśnie dlatego postanowiłam o nim napisać i jednocześnie przyznać się do tego, że jeszcze niedawno – sama ją stosowałam. Nie jestem z tego dumna, ale tak było 🙁 Nie byłam świadoma, że to robię i jak bardzo krzywdzę inne osoby stosując ją wobec nich.
Postawa manipulacyjna - to sytuacja, w której:
Osoba z taką postawą nie mówi wprost o swojej potrzebie, ale próbuje ją wymusić.
Przykład:
Zamiast (neutralnym tonem) powiedzieć: „Nie zgadzam się na to."
Mówię (tonem zawiedzionym lub obwiniającym): „No dobrze, skoro wszyscy tak chcą…"
Postawa manipulacyjna jest ukrytą agresją, bo pojawia się tam:
I na moim własnym przykładzie powiem Ci, że najczęściej taka postawa bierze się z przekonania, że:
To właśnie takimi przekonaniami wykształciłam sobie przez lata strategię: „Będę grzeczna, ale i tak postawię na swoim." Potem wyczytałam, że to jest bardzo częsta forma maski u osób, które wcześniej były uczone uległości. A ja dokładnie tak miałam – miałam bardzo wymagającą mamę, byłam uczona, że „dzieci i ryby głosu nie mają" – więc musiałam być uległa.
Podjęłam ten wrażliwy temat, bo moją intencją jest wzrost Twojej samoświadomości, rozpoznanie u siebie samej lub u innych tych „czystych intencji", które tak naprawdę ranią i zrozumienie, że brak komunikatu „wprost" - też jest komunikatem.
I co ważne i chcę podkreślić to fakt, że osoby stosujące taką strategie jak ja - nie są „manipulatorami". One (w tym ja) nie potrafią inaczej. Więc jeśli masz podobnie jak ja i teraz uczciwie przyznasz to przed sobą – to bądź dla siebie życzliwa, bo właśnie po to jesteś w trakcie tego kursu, żeby to rozpoznać i zmienić, jeśli chcesz.
Która z tych reakcji jest Twoją automatyczną?
I ile kosztuje Cię ona w dłuższej perspektywie?
Jak najczęściej reagujesz na naruszanie Twoich granic?
Kto w twoim otoczeniu (praca, dom) najczęściej narusza Twoje granice?
Wobec kogo jest Ci najtrudniej?
Uległość
👉 Kiedy rezygnujemy z siebie – osłabiamy poczucie własnej wartości.
Agresja
👉 Kiedy stawiamy siebie ponad innymi – naruszamy więź.
Manipulacja
👉 Kiedy unikamy wprost komunikatu – podkopujemy zaufanie.
Asertywność
👉 Kiedy uznajemy wartość siebie i drugiej osoby – wzmacniamy relację.
| Obszar | Uległa/Pasywna | Manipulacyjna (ukryta agresja) | Agresywna | Asertywna |
|---|---|---|---|---|
| Ukryte przekonanie o sobie i innych | JA NIE jestem OK TY jesteś OK |
Ja nie jestem OK – ale sprawię, że Ty też nie będziesz OK. | JA jestem OK TY NIE jesteś OK |
JA jestem OK TY jesteś OK |
| Co robię ze swoją potrzebą? | Tłumię | Ukrywam i próbuję wymusić pośrednio | Stawiam ponad potrzeby innych | Wyrażam wprost |
| Jak komunikuję? | „Jak chcesz…" | „No dobrze… skoro tak uważasz…" | „Zrobisz to, bo tak mówię." | „Nie zgadzam się na to." |
| Ton / energia | Cicha, wycofana | Niby spokojna, ale z napięciem | Twarda, dominująca | Spokojna, stanowcza |
| Ukryty przekaz | „Twoje potrzeby są ważniejsze." | „Masz się domyślić i poczuć winny." | „Liczy się tylko moje zdanie." | „Moje potrzeby są ważne tak samo jak Twoje." |
| Emocja pod spodem | Lęk przed odrzuceniem | Złość + lęk przed konfliktem | Złość, potrzeba kontroli | Szacunek do siebie i innych |
| Efekt dla relacji | Narastająca frustracja | Napięcie, poczucie winy, dystans | Konflikt, opór | Jasność, przewidywalność |
| Przykład sytuacyjny | „Dobrze, zrobię to." (choć nie chcę) | „Nie szkodzi i tak zawsze robię więcej." | „Nie interesuje mnie to, masz to zrobić." | „Nie mogę tego wziąć na siebie. Potrzebuję wsparcia." |
Asertywność najczęściej kojarzona jest ze sztuką odmawiania i mówienia „NIE".
Niestety umiejętność odmawiania kojarzy się raczej z czymś negatywnym np. z:
Gratulacje! Ukończyłaś Moduł 6.
Jesteś gotowa na Moduł 7: Nowy Słownik Silnych Kobiet.
OTWÓRZ MODUŁ 7
Te zdania często na początku „uwierają". To dobry znak.
Propozycja do kursu:
Codzienna mikropraktyka (3 minuty):
To nie jest afirmacja.
To przesunięcie wewnętrznej pozycji.
Nie chodzi o to, żeby robić mniej.
Chodzi o to, żeby przestać robić przeciwko sobie.
Albo jeszcze ciszej:
Gdy zmieniasz język,
zmienia się miejsce, z którego żyjesz.
(od kontroli do zaufania)
ZAMIAST → WYBIERAM
🔑 Zdanie mocy liderki:
Nie muszę wszystkiego unosić, żeby prowadzić.
(od poświęcenia do obecności)
ZAMIAST → WYBIERAM
🔑 Zdanie mocy matki:
Nie muszę się poświęcać, żeby kochać.
(od dostosowania do równości)
ZAMIAST → WYBIERAM
🔑 Zdanie mocy partnerki:
Nie muszę się umniejszać, żeby być w relacji.
Możesz zaproponować uczestniczkom:
„Wybierz słownik, w którym najczęściej mówisz językiem przymusu.
To tam czeka największe uwolnienie."
Albo:
(od samoprzemocy do wewnętrznej mocy)
To nie jest słownik „pozytywnego myślenia".
To jest zmiana relacji z samą sobą.
(czytaj powoli – nie muszą od razu „wchodzić")
Przez jeden dzień:
Czy powiedziałabym to do kogoś, kogo kocham?
To ćwiczenie często porusza bardzo głęboko.
Najdłuższa relacja w Twoim życiu
jest z Tobą samą.
Niech będzie oparta na mocy, nie przemocy.
Albo jeszcze ciszej:
Nie muszę już być dla siebie polem bitwy.
Mogę być domem.
Gratulacje! Ukończyłaś Moduł 7.
