
Syndrom silnej kobiety – dlaczego sukces zawodowy nie daje szczęścia?
Syndrom silnej kobiety — dlaczego sukces zawodowy nie przekłada się na szczęście.
Powiedziała mi to przy trzeciej sesji.
Nie na pierwszej. Nie na drugiej. Dopiero przy trzeciej — kiedy już mi trochę ufała.
"Wiesz co jest najgorsze? Że mam wszystko. Naprawdę wszystko. Stanowisko, pieniądze, szacunek. I budzę się rano i myślę — i co z tego?"
Dyrektor departamentu w dużej korporacji. Czterdzieści cztery lata. Piętnaście lat w branży. Typ osoby, przy której mężczyźni w salach konferencyjnych siedzą prosto.
Patrzyłam na nią i widziałam siebie. Nie siebie sprzed lat — teraz. Bo ta historia którą mi opowiadała — znałam ją od środka. Z czterech stron. Z perspektywy prezesa, mentora, kobiety i człowieka który sam przez to przeszedł.
"Masz dość bycia silną?" — zapytałam.
Milczała przez długą chwilę. A potem — po raz pierwszy od początku naszej rozmowy — opuściła ramiona.
"Tak."
Skąd się bierze syndrom silnej kobiety i dlaczego w końcu zaczyna ciążyć?
Siła nie pojawia się znikąd. U większości kobiet liderek które spotkałam — siła ma swoje korzenie. Czasem w dzieciństwie gdzie miłość była warunkowa. Gdzie bycie "grzeczną i silną dziewczynką" było jedynym sposobem na akceptację. Czasem w środowisku zawodowym gdzie kobieta musiała udowodnić że jest tak samo dobra jak mężczyzna — i zrobiła to kosztem własnej miękkości.
Przez lata ta siła służyła. Pozwoliła awansować, przetrwać trudne momenty, zbudować karierę. I wtedy — na jakimś etapie — siła przestaje być zasobem. Staje się więzieniem. Bo kiedy jedynym sposobem funkcjonowania jest bycie silną — nie ma miejsca na słabość. Na niewiedzę. Na prośbę o pomoc. I wtedy pojawia się zmęczenie. Ciche. Niewidoczne. Ale bardzo realne.
Jak to wygląda życie kobiety sukcesu od środka?
Z zewnątrz życie kobiety sukcesu wygląda idealnie. Anna - bo tak miała na imię moja klientka była zawsze przygotowana, zawsze spokojna i ciagle słyszała: "Ty Anka - zawsze dajesz radę". I zamiast poczuć dumę - ona czuła zmęczenie i samotność. Bo skoro "zawsze daję radę" oznacza, że nikt nie pyta jak naprawdę jest, jak się czuje kobieta sukcesu.
W środku — była silna dla wszystkich. Dla szefa, dla zespołu, dla rodziny. Dla siebie już nie wystarczało przestrzeni:-(. Sukces zawodowy był. Ale przestał dawać to co powinien... czyli szczęście. Relacje prywatne schodziły na plan dalszy — bo praca dawała poczucie kontroli i wartości. I trudno jej było powiedzieć "nie." Poprosić o pomoc. Przyznać że coś jest za dużo. Bo silna kobieta tego nie robi.
Cena sukcesu zawodowego kobiety, której nikt nie liczy.
Przez ponad dwadzieścia lat w zarządach i lata pracy z kobietami liderkami widziałam i sama na własnej skórze doświadczałam tej ceny wielokrotnie.
Zdrowie: bo ciało płaci za to czego nie wyraża umysł. Bóle pleców, migreny, bezsenność. Relacje: bo za maską twardzielki trudno o prawdziwą bliskość. Partner, który nie wie kim jesteś poza pracą. Brak przestrzeni na autentyczność i z przyzwyczajenie - automatycznie bycie "panią dyrektor" w domu. Kontakt z sobą: ciągłe "robienie" zamiast "bycia", brak zatrzymania, brak refleksji. Radość: bo osiągnięcia przestają cieszyć. Poprzeczka jest zawsze trochę wyżej. Nigdy nie ma "dość."
To jest właśnie moment, w którym wiele kobiet mówi:
„Mam wszystko… i nie jestem szczęśliwa.”
Droga od siły do mocy - jak wyjść z syndromu silnej kobiety?
To jest zdanie które mówię moim klientkom kiedy dochodzę do tego miejsca. Zmiana nie polega na tym żeby przestać być silną. Polega na tym żeby siłę zamienić w moc. Moc to nie słabość. To siła która nie musi niczego udowadniać. To działanie z wyboru, a nie z przymusu, to życie bez kosztu dla zdrowia i relacji. To moment, w którym możesz powiedzieć "nie" bez poczucia winy i poprosić o pomoc bez wstydu.
Anna po kilku miesiącach pracy ze mną powiedziała mi zdanie które pamiętam do dziś. "Odkryłam że mogę być silna i jednocześnie delikatna. Że to nie są przeciwieństwa. I to jest klucz! Delikatność — nie jest słabością - jest brakującym elementem równowagi.. Jest dokładnie tym czego mi brakowało."
To jest właśnie przejście od siły do mocy. I wiem że jest możliwe. Bo sama je przeszłam.
Czy rozpoznajesz u siebie syndrom silnej kobiety?
Jeśli czytasz to i czujesz, że to o Tobie — zatrzymaj się na chwilę. Nie musisz wszystkiego dźwigać sama. Nie musisz być silna cały czas. Możesz działać inaczej.
Kurs dla kobiet: jak przejść od siły do mocy
Jeśli jesteś kobietą, która: osiągnęła sukces zawodowy, ale czuje zmęczenie i przeciążenie i chce odzyskać siebie i równowagę to program: „Moc bez walki – dla kobiet, które są silne aż do bólu i są już tym zmęczone” został stworzony właśnie dla Ciebie. To 3 miesiące pracy, które zmieniają sposób funkcjonowania — nie tylko myślenia.
Zapisz się: joannakuzdak.pl/kurs
